Szukaj na tym blogu

sobota, 25 lutego 2017

Friendly Game

Friendly Game to zabawa w Zaprzyjaźnianie konia ze wszystkim, co w jego opinii może być niebezpieczne, czyli przekonywanie go, że wcale tak nie jest. Jest to pierwsza i najważniejsza zabawa w Parelli Natural Horsemanship. Zawsze od niej zaczynamy i robimy w przerwach pomiędzy pozostałymi.  Przede wszystkim musimy udowodnić koniowi, że nie będziemy zachowywać się jak drapieżnik i mamy przyjazne zamiary. Zależy nam na tym, żeby koń nam ufał i pozwalał dotykać całego swojego ciała. Każdy obszar, którego koń broni, mówi coś o jego sceptyźmie do nas. Zaczynając od obszarów, które nie sprawiają problemu, głaszczemy konia, za każdym razem wychodząc nieco poza strefę komfortu i zaraz wracając do niej z powrotem. Dzięki powtarzalności tego ruchu koń jest w stanie przewidzieć co stanie się za chwilę i zareagować spokojnie. Musimy działać powoli, aby koń nie poczuł się zagrożony wtargnięciem w jego delikatne strefy.
Podchodzimy do konia zrelaksowani, pełni przyjaźnej energii, tak, jakbyśmy podchodzili do dobrego przyjaciela. Nie robimy żadnych podchodów, nie skradamy się. Jeżeli koń może się nas przestraszyć, dobrze jest iść po lekkim łuku, nie na wprost. Dzięki temu nie poczuje się jak ofiara na polowaniu, bo który drapieżnik kręci się po bokach zamiast iść prosto do swojej ofiary? Takie działanie stwarza zbyt duże ryzyko że ofiara zorientuje się i zdąży uciec. Oczywiście podchodzimy do konia od przodu, upewniając się, że nas widzi. Jeżeli nie jesteśmy tego pewni, zróbmy coś żeby zwrócić jego uwagę- głośny dźwięk lub obszerny ruch powinien załatwić sprawę.
Kiedy znajdziemy się odpowiednio blisko, wysuwamy rękę do powąchania. Podajemy ją wierzchem do góry, z palcami podkulonymi, ale nie zaciśniętymi. W naszym ciele nie powinno pojawiać się żadne napięcie, a zaciśnięte dłonie to dla konia wyraźny sygnał, by miał się na baczności. Jeżeli koń na to pozwoli, możemy pogładzić jego nos, po czym zaprzyjaźnianie z resztą ciała zaczynamy od kłębu. Delikatnie, z wyczuciem dotykamy konia, uważnie obserwując jego reakcje. Wypatrujemy oznak zrelaksowania- rozluźnienie mięśni, opuszczenie głowy, parskanie, ziewanie, odciążenie tylnej nogi. Przeżuwanie jest oznaką, że koń właśnie coś zrozumiał, natomiast mruganie czy intensywne oddychanie oznacza że właśnie myśli. Bawiąc się, za każdym razem kiedy otrzymamy od konia właściwą reakcję- tutaj po prostu spokój- odpuszczamy. Ważne, by zrobić to dokładnie w tym momencie kiedy koń zareaguje tak jak chcemy. Po trzech sekundach może już nie wiedzieć o co chodziło. Stoimy spokojnie, nie wywierając żadnej presji, z odciążoną jedną nogą i głową nieco opuszczoną, najlepiej nie patrząc w ogóle na konia. Dajemy mu czas, żeby dobrze przemyślał to co właśnie się zdarzyło. Oznaką że już sobie wszystko poukładał w głowie, jest właśnie przeżuwanie. Zawsze czekamy aż koń przeżuje i dopiero potem zaczynamy coś robić. Może to trwać sekundę albo i godzinę, ale musimy zapewnić naszemu towarzyszowi czas którego potrzebuje. Zdarzają się dwie sytuacje, w których na przeżucie nie ma co czekać- kiedy coś rozproszy uwagę konia i oderwie od myślenia o ćwiczeniu, na przykład stado które właśnie przygalopowało do wodopoju, albo jeśli to co robimy jest doskonale znane koniowi i nie ma on już czego przemyśleć. Ta druga opcja oznacza, że poruszamy się zbyt wolno i powinniśmy przejść już na wyższy poziom, bo koń się nudzi.
Po przeżuciu znowu zaczynamy zabawę, najpierw tym miejscu co poprzednio, potem przesuwając się coraz dalej. Jeśli dopiero zaczynamy zaprzyjaźnianie z czymś nowym, na raz dotykamy tylko jednej okolicy, nie jeździmy po całym koniu. Najpierw łopatki, kłąb, kawałek grzbietu, jeśli koń jest spokojny- przerwa, czas na przemyślenie, potem znowu przez chwilę łopatki i na przykład dalsza część grzbietu, szyja czy brzuch. Dajemy koniom czas. Dzięki temu wszystko pójdzie szybciej i łatwiej niż gdybyśmy cały czas pędzili.
Bardzo ważne jest, aby bawić się tyle samo po obu stronach konia, ponieważ jego mózg nie łączy sygnałów z obu oczu, dlatego przedmiot widziany z lewej strony będzie zupełnie czymś innym z prawej. Może się zatem zdarzyć, że zupełnie nieoczekiwanie stanie się straszny, mimo że widziany drugim okiem nie był problemem.
Kiedy nasz partner zaakceptuje nasz dotyk na swoim ciele, zaczynamy zaprzyjaźniać go ze sprzętem, którego używamy. Robimy to ze wszystkim, z kantarem, liną, carrot stickiem. Koń nie może bać się sprzętu, którego używamy.
Podobnie, najpierw dajemy koniowi nową rzecz do obwąchania, obejrzenia z pewnej odległości, jeżeli to możliwe do zbadania pyskiem. Dalsze działania różnią się nieco w zależności od tego, z czym się bawimy. Zasada jednak zawsze jest jedna- poruszamy tym w stałym rytmie, rozluźnieni, oczekujemy na spokój konia, poszerzamy strefę komfortu. Zwykle najpierw machamy daną rzeczą w pewnej odległości od konia, żeby mógł się dobrze przyjrzeć i nie czuł się osaczony zbytnią bliskością. Kiedy bawimy się z carrot stickiem, zaczynamy od rytmicznego uderzania savvy stringiem o ziemię, z obu stron. Najpierw stoimy z przodu konia, najlepiej nie bezpośrednio przed głową, bo gdyby się przestraszył to właśnie tam pobiegnie. Potem przesuwany się w kierunku boków. Kiedy koń zaakceptuje kijek ze sznurkiem latającym wszędzie dookoła, zaczynamy do dotykać, również zaczynając od kłębu i przechodząc na całe ciało. Nie pomijamy żadnej jego części. Robimy to zarówno carrot stickiem jak i savvy stringiem, który możemy na przykład owinąć wokół nóg, czy zarzucić na zad. Im bardziej jesteśmy zaawansowani, tym trudniejsze rzeczy przynosimy do zabawy. To nigdy się nie kończy, im więcej Friendly robimy, tym odważniejszy i szczęśliwszy jest nasz koń. Trzeba włączyć kreatywność- do tej zabawy możemy używać wszystkiego co nam przyjdzie do głowy. Torebki, płachty, liny, balony, parasolki, grzechotki, piłki, styropian, pluszaki, hula hopy, skakanki, kurtki,wszelakie przedmioty używane w stajni- drążki, stojaki, opony, pachołki, siodło, czaprak, ochraniacze, wiadra, taczki, beczki... Możliwości jest nieskończenie wiele!
Należy tylko pamiętać że, kiedy koń jest przestraszony i broni się z całej siły, trzeba dać mu tak dużo czasu, jak potrzebuje, uważać na poziom presji i stresu, żeby nie przekroczyć granicy, trzymać konia na luźniej linie i pozwalać mu ruszać się ile tylko zapragnie. Sami stoimy w miejscu, maksymalnie zrelaksowani, pokazując koniowi, że nie ma się czego bać, utrzymując zwierzaka na odległości liny, dbając aby jego zad nie był skierowany naszą stronę. Pomóc może odangażowanie zadu- przesuwanie tak, by koń musiał skrzyżować tylne nogi. Ten ruch uspokaja konie. Spacerowanie dookoła też jest fajne, bo koń może obejrzeć przedmiot dokładnie ze wszystkich stron, przy czym podąża za przewodnikiem, czyli kimś, komu może ufać. On się nie boi, więc i ja nie muszę- tak myśli koń.
Drugą odmianą jest również prowadzenie konia za sobą, jednak niosąc jednocześnie przedmiot w rękach. Znowu- jest blisko nas, a pozostajemy cali i zdrowi, a po drugie uciekające rzeczy prowokują ciekawość konia i zachęcają go do podążania, by sprawdzić z czym ma do czynienia. Ciekawość u konia jest bardzo silną i pożądaną cechą, bo dzięki niej łatwiej jest pokonać początkowy strach. Z pewnością, jeśli nie od razu, to po jakimś czasie nowy przedmiot go zainteresuje. Dzięki temu, że cały czas się odsuwa, koń będzie przekonany, że nie ma do czynienia z drapieżnikiem, a w dodatku on sam jest wyżej w hierarchii, skoro to coś przed nim ucieka.
Friendly Game to bardzo ważna zabawa, dzięki której koń z natury płochliwy i sceptycznie nastawiony do wszystkich nowości, staje się odważny, pewny siebie, spokojny i ufny, a co za tym idzie łatwiej i chętniej skoncentruje się na zadaniach, które przed nim stawiamy. Poza tym, nasza pozycja przewodnika zostaje tutaj wzmocniona. Friendly Game ma same zalety i naprawdę warto w nią grać jak najczęściej.





sobota, 18 lutego 2017

7 Zabaw

7 Zabaw, tudzież Gier (7 Games) to system opracowany przez Pata Parelliego na podstawie obserwacji zachowań dzikich koni, które odnajdujemy również u osobników udomowionych. Są to zupełnie naturalne zachowania, za pomocą których konie przekazują reszcie stada przeróżne komunikaty. Pat uporządkował je i pogrupował, dzięki czemu stają się one zrozumiałe i możliwe do zastosowania przez ludzi. Na ich podstawie budujemy język, którego używamy do komunikacji z koniem. Kiedy już go opanujemy, nie będzie rzeczy niemożliwych! Zabaw tych używamy zawsze, cokolwiek chcemy koniom przekazać. Każde nasze działanie tak naprawdę jest pochodną którejś z nich. Konie są świetne w graniu w nie, robią to przez całe życie, a od tego jak dobrze je opanują zależy ich przetrwanie.
Z początku zabawy wykonujemy po kolei, w podanej kolejności, w najłatwiejszych wersjach. Musimy się nauczyć, w jaki sposób to robić, ponieważ ludzie są drapieżnikami, a konie ofiarami, więc nasz język ciała bardzo się różni. Oprócz tego, że sami musimy nauczyć się zachowywać jak koń, trzeba także pomóc koniowi zrozumieć nasze sygnały. Co prawda on doskonale wszystkie zabawy zna, jednak w ludzkim wykonaniu wyglądają one siłą rzeczy nieco inaczej. Kiedy już osiągniemy odpowiedni poziom porozumienia i wypracujemy sobie działający język, zaczynamy naprawdę bawić się tymi zabawami, mieszać je, układać własne kompozycje, przeróżne wariacje, bawić się w wyższych chodach, z większą energią, na dłuższych dystansach, z grzbietu... Możliwości jest nieskończenie wiele. Ogranicza nas tylko wyobraźnia. I oczywiście bezpieczeństwo własne i konia.
7 Zabaw zostało podzielone na trzy podstawowe, które tworzą nam alfabet, za pomocą kolejnych czterech budujemy już zdania.
Tak naprawdę ostatnie cztery są zbudowane na trzech podstawowych, jednak sekwencje w nich wykonywane są tak ważne i potrzebne, że zostały wyodrębnione jako oddzielne zabawy. Każdej z nich poświęcę osobny wpis, ponieważ chcę je opisać jak najdokładniej. Sama próbowałam się ich nauczyć z internetu, ale to co z tego wyszło niestety nie przypominało zbytnio pierwowzoru. Teraz, kiedy już dobrze zrozumiałam o co chodzi, wiem czego mi wtedy brakowało i postaram się te braki uzupełnić. Dlatego dzisiejszy wpis jest tylko krótkim wstępem do dokładniejszych opisów poszczególnych zabaw.
7 Zabaw:
  • Friendly Game (Zaprzyjaźnianie)
  • Porcupine Game (Zabawa w Jeża)
  • Driving Game (Zabawa w Prowadzenie)
  • Yo-yo Game (Zabawa w Yo-yo)
  • Circling Game (Zabawa w Okrążanie)
  • Sideways Game (Zabawa w Chody Boczne)
  • Squeeze Game (Zabawa w Przeciskanie)
Tutaj możecie zobaczyć efekty właściwie używanych 7 Zabaw
 
 
 
Ogólnopolska akcja ratowania koni ze Skaryszewa !!!
Fundacja Tara wzywa wszystkich do nagrywania filmów z końmi, które wykupiliście z targowisk, z miejsc w których za życia gniły w bólu i głodzie, z transportów rzeźnych. Filmy będą publikowane na wszystkich stronach Fundacji Tara (STOP Skaryszew, Front Wyzwolenia Koni, Fundacja Tara Schronisko Dla Koni) jako Wasz protest przeciwko targowi w Skaryszewie.
Proście wszystkich, aby byli razem z nami już 5 marca na targu dla koni w Skaryszewie i pomogli w wykupieniu wszystkich koni. Wszyscy razem zatrzymajmy transporty śmierci! Pomóżcie uzbierać pieniądze na te konie! Pomóżcie znaleźć dla nich dobre domy! Zróbmy to wszyscy razem z wielką mocą i do końca!

Filmy i zdjęcia przysyłajcie mailem na: adopcje@fundacjatara.info
Akcja na Facebooku

 

środa, 1 lutego 2017

Ekwipunek

Witajcie kochani! Wybaczcie, że kazałam wam czekać tak długo. Po przerwie wracam z nowymi siłami oraz masą wiedzy i doświadczeń, które chcę wam przekazać. Obiecuję, że będziecie je dostawać regularnie.
Zanim jednak będę mogła przejść do opisywania pracy z końmi, musimy dobrze poznać sprzęt, jakiego będziemy używać. Dzięki temu łatwiej będzie zrozumieć co mam na myśli, a także wpływ naszych działań na konia.
Tak jak każdy styl jazdy, tak i każda naturalna szkoła jeździectwa używa sprzętu charakterystycznego dla   siebie. To, co tutaj przedstawię, tyczy się Parelli Natural Horsemanship, jednak w większości szkół używa się bardzo podobnych rzeczy. Różnią się one paroma szczegółami, dlatego mogą mieć inne działanie.
Halter
Czyli po polsku kantar sznurkowy, właściwa angielska nazwa to rope halter, jednak w Polsce została skrócona. Jest to rodzaj uprzęży zakładanej koniowi na głowę. Jest zrobiony z bardzo długiego kawałka liny, a w strategicznych miejscach ma supełki. Poza nadawaniem odpowiedniego kształtu, wywierają one presję na głowę konia, co umożliwia nam skuteczniejsze przekazywanie informacji. Miejsca w których się one znajdują, są bardzo wrażliwe, dlatego już bardzo niewielkie napięcie jest doskonale odczuwalne. Jest to jeden z powodów, dla których używamy właśnie tego rodzaju kantara. Poza tym jest on bardzo lekki i pozostawiony w spokoju dla konia jest niemal niezauważalny. Jest to bardzo cenne, kiedy chcemy całkowicie zdjąć presję i dać naszemu partnerowi odpocząć. 
Halter ma również taką właściwość, że praktycznie nie da się go zerwać. Z jednej strony jest to zaleta, bo kto by chciał, żeby spłoszony koń w terenie nagle urwał się z pękającego kantara; z drugiej jednak bywa to bardzo niebezpieczne. Koń może łatwo się zaplątać i wpaść w panikę, a wtedy wbijająca się lina może go poważnie pokaleczyć. Dlatego nigdy nie zostawiamy konia samego w takim kantarze, nie używamy do transportu, a jeżeli chcemy konia przywiązać, to tylko w taki sposób, żeby błyskawicznie dało się uwolnić linę. Istnieje sporo bardzo wygodnych węzłów bezpiecznych, które rozwiązuje się jednym pociągnięciem. W najbliższym czasie przedstawię kilka z nich. Innym sposobem jest przyczepienie do końca liny cienkiego sznurka, a dopiero potem wiązanie. Sznurek powinien wytrzymać zwykłe napięcie, jednak w sytuacjach kryzysowych, kiedy koń wpadnie w panikę i zacznie się odsadzać, pęknie, tym samym oswobodzi czworonoga.

Liny 
Podczas pracy z koniem lina jest łącznikiem pomiędzy naszą ręką, a głową konia i dzięki niej możemy przekazać wiele informacji. Nawet to, w jaki sposób trzymamy na niej palce ma dla konia ogromne znaczenie. O tym, jak prawidłowo używać całego sprzętu napiszę niedługo, bo to niezwykle istotne.
Używamy trzech rodzajów lin. Zaczynamy od najkrótszej, 3,6m. Na początku wydaje się że to bardzo dużo, ale szybko okazuje się, że ta lina jest naprawdę krótka. Zwłaszcza jeśli nasz koń lubi się ruszać. Wtedy zdecydowanie wygodniej będzie nam używać dłuższej liny, 6,7m. Jest ona też odrobinę cieńsza. 
Obie liny są z dość grube, jednak bardzo żywe i doskonale reagują na najmniejszy ruch. Trzeba sporo poćwiczyć, zanim będziemy się nimi biegle posługiwać ale warto, bo wtedy możemy skupić się tylko na komunikacji z samym koniem. 

Najdłuższą z lin jest lasso, wykonane z zupełnie innego materiału, twarde i sztywne. Używa się go na wyższych poziomach, ponieważ po pierwsze ciężko je ogarnąć, a po drugie dystans między koniem a człowiekiem jest bardzo duży, więc komunikacja musi być wyśmienita. Ma ono ok. 13,7m (45 stóp).

Dodatkowo, również na wyższym stopniu wtajemniczenia możemy bawić się na dwóch długich linach, które zwyke przekłada się po obu bokach konia. W ten sposób możemy kierować jego ruchem od tyłu. Jest to jednak bardzo trudna sztuka, ze względu na ilość potrzebnego zaufania i wypracowanego języka, a także skłonność lin do plątania się. 

Carrot Stick 
Tłumaczenie jego nazwy jako marchewkowy kijek wcale nie jest takie błędne, ponieważ właśnie na tym opiera się cała filozofia tego narzędzia, jak i ogólnego podejścia do koni. Zachwycamy się wszystkim, co koń nam ofiarowuje i jest dobre dla naszej relacji, ale kiedy trzeba korygujemy. Marchewka- kijek. Trzeba jednak zwrócić uwagę że nie przekupujemy, ani nie zastraszamy. Jeżeli marchewka, to dopiero po wykonaniu zadania. Koń ma je zrobić dla nas, nie dla marchewki. Tak naprawdę jest to tylko przenośnia, ponieważ bardzo rzadko używamy jedzenia podczas zabawy. Najcenniejsze jest drapanie, głaskanie i chwalenie. Nie możemy też używać Sticka jako narzędzia terroru i egzekwowania bezwzględnego posłuchu pod groźbą bicia. Carrot Stick nie jest batem. Nie służy do bicia. Ma też zupełnie inne właściwości- jest twardy, dzięki czemu mozemy nim przesunąć konia, a także nie świszczy, co bardzo ważne, bo koń nie może się go bać. Carrot Stick to przedłużenie naszego ciała. Konie są od nas o wiele dłuższe, dlatego dopiero po przedłużeniu ręki jesteśmy w stanie się z nimi dogadać. Stojąc przy boku konia Carrot Stickiem możemy sięgnąć zarówno przed jego nos, jak i za ogon, więc możemy adekwatnie zareagować. Carrot ma długość szyi konia, oraz jego nogi, czyli taką, jaka jest koniom znana już od urodzenia. Inne konie mają taki sam zasięg, dlatego łatwo przychodzi mu zrozumieć, o ci chodzi. Carrot nie służy tylko do wywierania presji. Jest po prostu przedłużeniem naszej ręki, a zatem możemy nim również głaskać, miziać i odganiać muchy. To bardzo ważne, żeby nasz partner akceptował dotyk Sticka i się go nie bał.
Można znaleźć lżejsze wersje tzw. Light Stick, których używa się podczas jazdy, aby nie męczyć zbytnio rąk.
Do jego końca przymocowana jest cienka linka, zwana Savvy String, za pomocą której najczęściej dotykamy lub w inny sposób oddziałujemy konia. Zwiększa ona zasięg naszych wpływów o ponad metr. Zakończona jest zwykle skórzanym elementem, jak i pozostałe liny.

Cordeo 
Wykonane z linki, którą zakłada się koniowi na szyję. Najczęściej używane jest podczas jazdy, jako etap przejściowy pomiędzy halterem a jazdą bez niczego. Tak naprawdę powinien on być tylko jako deska ratunku w wypadku gdy oddziaływanie dosiadem nie zadziała. Natural nie polega tylko na jeździe na cordeo, jak to się niektórym wydaje. To cała filozofia. Cordeo to jednak bardzo fajna rzecz, ale jazda na nim wymaga bardzo porządnego przygotowania.
Równie dobrze można go używać do pracy z ziemi, kiedy chcemy podciągnąć naszą komunikację na poziom wyżej. To zawsze bardzo ciekawe doświadczenie, które pokazuje, co tak naprawdę koń o nas myśli.
Ogłowie wędzidłowe 
W PNH używa się także wędzideł. Nie są one jednak narzędziem do kontrolowania konia, a tylko do subtelnej komunikacji. Zakładamy je dopiero na 4 poziomie i tylko pod warunkiem, że nie potrzebujemy go do opanowania konia. Za pomocą wędzidła możemy powiedzieć koniowi w jaki sposób chcemy, żeby ruszał nogami, natomiast podstawy takie jak kierunek czy chód przekazujemy dosiadem. 
Używamy tylko najprostszych ogłowi, bez żadnych wymyślnych pasków i skośników. Bardzo często zamiat wodzy używa się specjalnych lin, które umożliwiają lepszą komunikację.
Na wyższych poziomach, jeśli pozwala nam na to relacja z koniem oraz właściwa technika jazdy, możemy także używać ostróg.

Natural Hackamore 
Rodzaj ogłowia bezwędzidłowego, które w PNH składa się ze sznurkowego kantara, oraz liny, która przywiązana z dwóch stron tworzy dużą pętlę, przekładaną przez szyję konia jak wodze. Dodatkowo posiada kawałek wolnej linki, którą możemy używać w razie potrzeby do prowadzenia konia, lub oddziaływania na niego z grzbietu. Na hackamore jeździmy zawsze na luźnych wodzach, w tym przypadku linach. Trzeba go używać umiejętnie i bezwzględnie pamiętać o właściwym zakładaniu- jeżeli górna część nachrapnika znajdzie się za nisko, przy mocnym pociągnięciu może uszkodzić kość nosową!


To jakiego sprzetu będziemy używać, ma ogromny wpływ na naszą komunikację z koniem. Dlatego   bardzo ważne jest, aby był on dobrze wykonany, z właściwych materiałów. Pat Parelli sam wymyślił liny, z których produkuje swój sprzęt, tak aby w 100% odpowiadały jego oczekiwaniom. Dlatego też sprzęt kupowany w Parelli Shop jest najlepszy. Używałam różnych i różnica jest naprawdę KOLOSALNA!
Jednak na początek naprawdę nie potrzebujemy nie wiadomo jakiego wspaniałego sprzętu. W Polsce możemy znaleźć podobne produkty, które dobrze spełniają swoją funkcję, a są o wiele tańsze. Dobrym przykładem jest sklep Podkowa Liny. Używałam zarówno lin, jaki i kantarów i Carrot Sticków i mogę powiedzieć że są bardzo dobrze wykonane, trwałe i mają piękne kolory.
Jeżeli jednak nie chcemy kupować sprzętu w takim sklepie, nie wiążmy kantara z byle jakiej liny znalezionej w domu. Nawet jeśli nam się uda, to nie będzie on działał jak należy, ponieważ materiał jest bardzo ważny. Poszukajmy kogoś, kto dobrze się na tym zna i mógłby zrobić coś dla nas. Tutaj zapraszam do Julii, która sama z końmi pracuje, więc wie dobrze jak się sprawy mają.
Sprzęt dla Naturalsów
Z okazji zbliżającej się wiosny, chęci i zapału do pracy z końmi zapraszam do zapoznania się z moją ofertą. Prowadzę stronę na facebooku o nazwie Sprzęt dla naturalsów. Sprzęt wykonuje ze sprawdzonych i trwałych materiałów, osobiście służą mi od wielu lat i niejednego konia widziały.Dodatkowo zajmuje się naprawą takowych akcesoriów. W ofercie znajdziesz haltery liny i carrot sticki, jestem również otwarta na konkretne zapotrzebowanie. Jako że strona była długo nieaktywna a chęć tworzenia skłoniła mnie do ponownej aktywacji zachęcam do polubienia strony jak i napisania wiadomości w celu zapoznania się z ofertą jaką wam przedstawiam. Żeby radości było co niemiara wrzucam wam kod rabatowy na -10% napiszcie do mnie czego wam potrzeba nie zapominając napisać kodu który brzmi: SAVVY. Promocja trwa w dniach 1-12 lutego 2017.