Podchodzimy do konia zrelaksowani, pełni przyjaźnej energii, tak, jakbyśmy podchodzili do dobrego przyjaciela. Nie robimy żadnych podchodów, nie skradamy się. Jeżeli koń może się nas przestraszyć, dobrze jest iść po lekkim łuku, nie na wprost. Dzięki temu nie poczuje się jak ofiara na polowaniu, bo który drapieżnik kręci się po bokach zamiast iść prosto do swojej ofiary? Takie działanie stwarza zbyt duże ryzyko że ofiara zorientuje się i zdąży uciec. Oczywiście podchodzimy do konia od przodu, upewniając się, że nas widzi. Jeżeli nie jesteśmy tego pewni, zróbmy coś żeby zwrócić jego uwagę- głośny dźwięk lub obszerny ruch powinien załatwić sprawę.
Kiedy znajdziemy się odpowiednio blisko, wysuwamy rękę do powąchania. Podajemy ją wierzchem do góry, z palcami podkulonymi, ale nie zaciśniętymi. W naszym ciele nie powinno pojawiać się żadne napięcie, a zaciśnięte dłonie to dla konia wyraźny sygnał, by miał się na baczności. Jeżeli koń na to pozwoli, możemy pogładzić jego nos, po czym zaprzyjaźnianie z resztą ciała zaczynamy od kłębu. Delikatnie, z wyczuciem dotykamy konia, uważnie obserwując jego reakcje. Wypatrujemy oznak zrelaksowania- rozluźnienie mięśni, opuszczenie głowy, parskanie, ziewanie, odciążenie tylnej nogi. Przeżuwanie jest oznaką, że koń właśnie coś zrozumiał, natomiast mruganie czy intensywne oddychanie oznacza że właśnie myśli. Bawiąc się, za każdym razem kiedy otrzymamy od konia właściwą reakcję- tutaj po prostu spokój- odpuszczamy. Ważne, by zrobić to dokładnie w tym momencie kiedy koń zareaguje tak jak chcemy. Po trzech sekundach może już nie wiedzieć o co chodziło. Stoimy spokojnie, nie wywierając żadnej presji, z odciążoną jedną nogą i głową nieco opuszczoną, najlepiej nie patrząc w ogóle na konia. Dajemy mu czas, żeby dobrze przemyślał to co właśnie się zdarzyło. Oznaką że już sobie wszystko poukładał w głowie, jest właśnie przeżuwanie. Zawsze czekamy aż koń przeżuje i dopiero potem zaczynamy coś robić. Może to trwać sekundę albo i godzinę, ale musimy zapewnić naszemu towarzyszowi czas którego potrzebuje. Zdarzają się dwie sytuacje, w których na przeżucie nie ma co czekać- kiedy coś rozproszy uwagę konia i oderwie od myślenia o ćwiczeniu, na przykład stado które właśnie przygalopowało do wodopoju, albo jeśli to co robimy jest doskonale znane koniowi i nie ma on już czego przemyśleć. Ta druga opcja oznacza, że poruszamy się zbyt wolno i powinniśmy przejść już na wyższy poziom, bo koń się nudzi.
Po przeżuciu znowu zaczynamy zabawę, najpierw tym miejscu co poprzednio, potem przesuwając się coraz dalej. Jeśli dopiero zaczynamy zaprzyjaźnianie z czymś nowym, na raz dotykamy tylko jednej okolicy, nie jeździmy po całym koniu. Najpierw łopatki, kłąb, kawałek grzbietu, jeśli koń jest spokojny- przerwa, czas na przemyślenie, potem znowu przez chwilę łopatki i na przykład dalsza część grzbietu, szyja czy brzuch. Dajemy koniom czas. Dzięki temu wszystko pójdzie szybciej i łatwiej niż gdybyśmy cały czas pędzili.
Bardzo ważne jest, aby bawić się tyle samo po obu stronach konia, ponieważ jego mózg nie łączy sygnałów z obu oczu, dlatego przedmiot widziany z lewej strony będzie zupełnie czymś innym z prawej. Może się zatem zdarzyć, że zupełnie nieoczekiwanie stanie się straszny, mimo że widziany drugim okiem nie był problemem.
Kiedy nasz partner zaakceptuje nasz dotyk na swoim ciele, zaczynamy zaprzyjaźniać go ze sprzętem, którego używamy. Robimy to ze wszystkim, z kantarem, liną, carrot stickiem. Koń nie może bać się sprzętu, którego używamy.
Podobnie, najpierw dajemy koniowi nową rzecz do obwąchania, obejrzenia z pewnej odległości, jeżeli to możliwe do zbadania pyskiem. Dalsze działania różnią się nieco w zależności od tego, z czym się bawimy. Zasada jednak zawsze jest jedna- poruszamy tym w stałym rytmie, rozluźnieni, oczekujemy na spokój konia, poszerzamy strefę komfortu. Zwykle najpierw machamy daną rzeczą w pewnej odległości od konia, żeby mógł się dobrze przyjrzeć i nie czuł się osaczony zbytnią bliskością. Kiedy bawimy się z carrot stickiem, zaczynamy od rytmicznego uderzania savvy stringiem o ziemię, z obu stron. Najpierw stoimy z przodu konia, najlepiej nie bezpośrednio przed głową, bo gdyby się przestraszył to właśnie tam pobiegnie. Potem przesuwany się w kierunku boków. Kiedy koń zaakceptuje kijek ze sznurkiem latającym wszędzie dookoła, zaczynamy do dotykać, również zaczynając od kłębu i przechodząc na całe ciało. Nie pomijamy żadnej jego części. Robimy to zarówno carrot stickiem jak i savvy stringiem, który możemy na przykład owinąć wokół nóg, czy zarzucić na zad. Im bardziej jesteśmy zaawansowani, tym trudniejsze rzeczy przynosimy do zabawy. To nigdy się nie kończy, im więcej Friendly robimy, tym odważniejszy i szczęśliwszy jest nasz koń. Trzeba włączyć kreatywność- do tej zabawy możemy używać wszystkiego co nam przyjdzie do głowy. Torebki, płachty, liny, balony, parasolki, grzechotki, piłki, styropian, pluszaki, hula hopy, skakanki, kurtki,wszelakie przedmioty używane w stajni- drążki, stojaki, opony, pachołki, siodło, czaprak, ochraniacze, wiadra, taczki, beczki... Możliwości jest nieskończenie wiele!
Należy tylko pamiętać że, kiedy koń jest przestraszony i broni się z całej siły, trzeba dać mu tak dużo czasu, jak potrzebuje, uważać na poziom presji i stresu, żeby nie przekroczyć granicy, trzymać konia na luźniej linie i pozwalać mu ruszać się ile tylko zapragnie. Sami stoimy w miejscu, maksymalnie zrelaksowani, pokazując koniowi, że nie ma się czego bać, utrzymując zwierzaka na odległości liny, dbając aby jego zad nie był skierowany naszą stronę. Pomóc może odangażowanie zadu- przesuwanie tak, by koń musiał skrzyżować tylne nogi. Ten ruch uspokaja konie. Spacerowanie dookoła też jest fajne, bo koń może obejrzeć przedmiot dokładnie ze wszystkich stron, przy czym podąża za przewodnikiem, czyli kimś, komu może ufać. On się nie boi, więc i ja nie muszę- tak myśli koń.
Drugą odmianą jest również prowadzenie konia za sobą, jednak niosąc jednocześnie przedmiot w rękach. Znowu- jest blisko nas, a pozostajemy cali i zdrowi, a po drugie uciekające rzeczy prowokują ciekawość konia i zachęcają go do podążania, by sprawdzić z czym ma do czynienia. Ciekawość u konia jest bardzo silną i pożądaną cechą, bo dzięki niej łatwiej jest pokonać początkowy strach. Z pewnością, jeśli nie od razu, to po jakimś czasie nowy przedmiot go zainteresuje. Dzięki temu, że cały czas się odsuwa, koń będzie przekonany, że nie ma do czynienia z drapieżnikiem, a w dodatku on sam jest wyżej w hierarchii, skoro to coś przed nim ucieka.
Friendly Game to bardzo ważna zabawa, dzięki której koń z natury płochliwy i sceptycznie nastawiony do wszystkich nowości, staje się odważny, pewny siebie, spokojny i ufny, a co za tym idzie łatwiej i chętniej skoncentruje się na zadaniach, które przed nim stawiamy. Poza tym, nasza pozycja przewodnika zostaje tutaj wzmocniona. Friendly Game ma same zalety i naprawdę warto w nią grać jak najczęściej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz