Pierwszy odbył się konkurs na przebranie konia i jeźdźca, dzięki czemu przez cały piknik mogliśmy obserwować pięknie wystrojone pary. Uczestnicy wykazali się dużą kreatywnością, aż miło było popatrzeć. Następnie pary lub drużyny demonstrowały swój program ułożony do muzyki, pokazujący porozumienie między człowiekiem a koniem oraz przeróżne możliwość, które daje nam Parelli. Wszyscy postarali się, aby dopasować ćwiczenia do muzyki, dzięki czemu powstało piękne widowisko. W najbliższym czasie dodam tutaj fragmenty filmików, które wtedy nakręciłam, żebyście mogli zobaczyć jak to wyglądało.
Kiedy już wszyscy uczestnicy się zaprezentowali, nadszedł czas na właściwe zawody. Pierwsza konkurencja polegała na przebiegnięciu z koniem toru przeszkód z ziemi. Trzeba było pokonać m.in. slalom, przeskoczyć prze beczki, wycofać konia siedząc na krześle. W zależności od sposobu wykonania zadania otrzymywało się różną liczbę punktów, przykładowo za wyższy chód było ich więcej. Przede wszystkim jednak jury oceniało porozumienie i relację z koniem. W Parellim nie jest najważniejsze to żeby pokonać przeszkodę, liczy się to jak nastawiony jest koń i w jaki sposób my go o to prosimy.
W drugiej konkurencji tor niewiele się zmienił, należało go za to pokonać z siodła. Wiele było przygód podczas przejazdów, jednak z roku na rok poziom uczestników wyraźnie się podnosi. Dodatkową atrakcją był malutki źrebak, który pokonał tor razem ze swoją mamą, galopując dookoła i dziwiąc się wszystkiemu.
W międzyczasie można było posłuchać wykładu Julii Opawskiej o koniobowościach. Mimo że znałam już to zagadnienie, był to dla mnie cenny czas, bo wreszcie dobrze sobie wszystko ułożyłam. Wcześniej rozumiałam na czym polega podział, ale nie byłam w stanie na 100% wsadzić gdzieś konia czy człowieka. Teraz już rozumiem, dlatego napiszę wam o tym jak najszybciej.
Wspaniałą nowością na pikniku był pokaz Agility. Reprezentacja Polski przyjechała ze swoimi psami, rozstawia tor i pokazywała na czym polega ich dyscyplina. Dla mnie była to nie lada gratka, bo uwielbiam agility a jeszcze bardziej border collie które ze sobą przywieźli.
Patrzenie na psy pokonujące tor jest dla mnie zawsze czymś wyjątkowym. Czuć od nich tak wielką radość, taką pasję, poświęcenie. Tyle energii ile wkładają żeby tylko zadowolić przewodnika. Porusza mnie to niesamowicie, od razu przejmuję tą energię, tą radość i zaczynam płakać, tak silne są to emocje.
Tym razem dostałam wielki prezent. Mogłam nie tylko popatrzeć, ale i sama przebiec tor. Najpierw z Truflą, pieskiem w rozmiarze mini, a potem z borderkiem! Tak uwielbiam bordeki, byłam przeszczęśliwa mogąc to zrobić. Finka była niezwykle grzeczna, starała się bardzo, słuchała wszystkich moich poleceń i przeleciała tor z prędkością błyskawicy. Dostałam pochwałę że pięknie jej rzucam piłkę w nagrodę 😁😁 od kadry Polski! 🔝 A potem, kiedy już ją wygłaskałam i zbierałam się do odejścia, nagle usłyszałam "skoro tak uwielbiasz borderki, to mam dla ciebie zadanie specjalne". Tor level expert. Nikt tego przede mną nie robił. Finka miała na dwóch hopkach zrobić ósemkę, po czym polecieć dalej na tor. Jestem pod wrażeniem jak dobrze te psy reagują na komendy, przecież z pewnością łatwiej by jej było pobiec dalej. Poszło nam świetnie i otrzymałyśmy gromkie brawa od publiczności 💓💓
Bardzo się cieszę, bo jako znajoma załogi stajni, sama się na coś przydałam. Koleżanka występowała z dwoma końmi i kiedy jeździła na jednym, drugi był zamknięty na padoku obok. Widząc biegające konie obok mocno się zestresował i zaczął biegać wzdłuż płotu, po czym po prostu zanurkował pod pastuchem i poleciał przez siebie galopem. Akurat byłam obok, więc złapałam czym prędzej uciekiniera. Zakładałam że będzie chciał uciekać, więc zarzuciłam mu najpierw linę na szyję i dopiero potem założyłam kantar. Tymczasem wszyscy dookoła zdziwieni co ja wyprawiam, bo tamte konie stoją spokojnie i dają się ubierać bez problemów. Mnie uczył Siwy. Ja jestem przezorna. Wiedziałam że znowu ucieknie, to było oczywiste jak wschód słońca. Ale nikt inny tego nie wiedział, więc zaprowadziłam go tam znowu. Lepsze zamknięcie padoku nic nie dało. Chwilka i wyleciał znowu. Tym razem Iga go złapała i za chwilę go przejęłam. Zaprowadziłam go na padok dalej, skąd już nie mógł uciec. Zauważyłam jak wiele dał mi Siwy. Nie znałam tego konia, więc bardzo zdecydowanie postawiłam się w pozycji przewodnika. Nie dałam się wyprzedzać czy na mnie włazić. Wałach był bardzo zdziwiony, bo zwykle zapewne jest delikatniej traktowany. Nie mogłam jednak ryzykować że coś odwali. Bardzo się cieszę że spotkałam Siwego, on mnie nauczył panować nad koniem. Dzięki niemu teraz poradzę sobie z większością, którą mogę spotkać. Trudne konie uczą najwięcej. Nie uważam żeby był szczególnie trudny, po prostu trzyletni ogier, ale tamte konie... Zupełnie inna bajka. Tak grzeczne, tak spokojne. Wolę inne konie, żywiołowe, ale przy tych poczułam się bezpiecznie. To cenne uczucie.
Odwiedziłam też Amberka, po 9 miesiącach. Kiedyś bawiliśmy się co tydzień. Pamiętał mnie. I był baaaardzo kochany. Poprzytulałam go ze wszystkich stron. Był niesamowicie miły i pozwalał mi na więcej niż zwykle. Wieszałam mu się na szyi, ściskałam, skakałam na niego. Uparłam się żeby się na niego wdrapać, ale on jest taki wielki! Dużo większy od koni ze Świdra. I taaakie ma brzuszysko 😂 Więc skakałam i skakałam, wdrapywałam się ale nic! Wcześniej się na mnie wściekał jak tak robiłam, teraz nic! Zatem kontynuowalam, z jednej strony, z drugiej. Ciężko strasznie, bo koń się cały rusza, nie ma nic takiego sztywnego czego się można złapać. Nie chciałam mu krzywdy zrobić, nie mogłam tak mocno go trzymać. Ale udało się! Odkryłam sposób na brzuchatego konia! Wskoczyłam mu na szyję tuż przy kłębie, tak jest twardszy, a że akurat obniżył głowę było mi łatwiej. Jak już zawisłam, wiedziałam że osiągnęłam sukces. Teraz wystarczyło tylko przesunąć się bardziej na grzbiet. I powiem wam, że było tak całkiem wygodnie. Nie chciałam siadać, żeby móc się w każdej chwili ewakuować, gdyby coś się zadziało. Misiek mój kochany był taki cieplutki 💕💕 Głaskałam go po brzuchu, przytulałam. Popatrzył na mnie, obwąchał z jednej strony, obwąchał z drugiej, jak zawsze kiedy na niego wsiadałam. Pomyślał. Westchnął sobie. Był taki słodki! 💘💘
Bardzo się cieszę, bo jako znajoma załogi stajni, sama się na coś przydałam. Koleżanka występowała z dwoma końmi i kiedy jeździła na jednym, drugi był zamknięty na padoku obok. Widząc biegające konie obok mocno się zestresował i zaczął biegać wzdłuż płotu, po czym po prostu zanurkował pod pastuchem i poleciał przez siebie galopem. Akurat byłam obok, więc złapałam czym prędzej uciekiniera. Zakładałam że będzie chciał uciekać, więc zarzuciłam mu najpierw linę na szyję i dopiero potem założyłam kantar. Tymczasem wszyscy dookoła zdziwieni co ja wyprawiam, bo tamte konie stoją spokojnie i dają się ubierać bez problemów. Mnie uczył Siwy. Ja jestem przezorna. Wiedziałam że znowu ucieknie, to było oczywiste jak wschód słońca. Ale nikt inny tego nie wiedział, więc zaprowadziłam go tam znowu. Lepsze zamknięcie padoku nic nie dało. Chwilka i wyleciał znowu. Tym razem Iga go złapała i za chwilę go przejęłam. Zaprowadziłam go na padok dalej, skąd już nie mógł uciec. Zauważyłam jak wiele dał mi Siwy. Nie znałam tego konia, więc bardzo zdecydowanie postawiłam się w pozycji przewodnika. Nie dałam się wyprzedzać czy na mnie włazić. Wałach był bardzo zdziwiony, bo zwykle zapewne jest delikatniej traktowany. Nie mogłam jednak ryzykować że coś odwali. Bardzo się cieszę że spotkałam Siwego, on mnie nauczył panować nad koniem. Dzięki niemu teraz poradzę sobie z większością, którą mogę spotkać. Trudne konie uczą najwięcej. Nie uważam żeby był szczególnie trudny, po prostu trzyletni ogier, ale tamte konie... Zupełnie inna bajka. Tak grzeczne, tak spokojne. Wolę inne konie, żywiołowe, ale przy tych poczułam się bezpiecznie. To cenne uczucie.
Odwiedziłam też Amberka, po 9 miesiącach. Kiedyś bawiliśmy się co tydzień. Pamiętał mnie. I był baaaardzo kochany. Poprzytulałam go ze wszystkich stron. Był niesamowicie miły i pozwalał mi na więcej niż zwykle. Wieszałam mu się na szyi, ściskałam, skakałam na niego. Uparłam się żeby się na niego wdrapać, ale on jest taki wielki! Dużo większy od koni ze Świdra. I taaakie ma brzuszysko 😂 Więc skakałam i skakałam, wdrapywałam się ale nic! Wcześniej się na mnie wściekał jak tak robiłam, teraz nic! Zatem kontynuowalam, z jednej strony, z drugiej. Ciężko strasznie, bo koń się cały rusza, nie ma nic takiego sztywnego czego się można złapać. Nie chciałam mu krzywdy zrobić, nie mogłam tak mocno go trzymać. Ale udało się! Odkryłam sposób na brzuchatego konia! Wskoczyłam mu na szyję tuż przy kłębie, tak jest twardszy, a że akurat obniżył głowę było mi łatwiej. Jak już zawisłam, wiedziałam że osiągnęłam sukces. Teraz wystarczyło tylko przesunąć się bardziej na grzbiet. I powiem wam, że było tak całkiem wygodnie. Nie chciałam siadać, żeby móc się w każdej chwili ewakuować, gdyby coś się zadziało. Misiek mój kochany był taki cieplutki 💕💕 Głaskałam go po brzuchu, przytulałam. Popatrzył na mnie, obwąchał z jednej strony, obwąchał z drugiej, jak zawsze kiedy na niego wsiadałam. Pomyślał. Westchnął sobie. Był taki słodki! 💘💘