Szukaj na tym blogu

sobota, 10 czerwca 2017

Najkochańsze

Są zwierzaki z naszej stajni ❤❤❤ Siwy dzisiaj wyjątkowo mnie zaskoczył. Rozwija się niezwykle szybko cały czas, ale to było coś pięknego 💘
Zaczęło się mocno stresująco. Jechałam do stajni w towarzystwie buczącej ciemnej chmury, nie mając pojęcia jak się to skończy- czy przejdzie bokiem, czy trzeba będzie zaraz wracać, a może już nie zdążę wrócić... Stwierdziłam jednak, że nie ma co przepuszczać okazji do łapania nowych doświadczeń, trzeba korzystać z czego się ma. Zatem zasuwam na pełnej prędkości, wchodzę do stajni, witam Siwego, przygotowuję sprzęt i idę do boksu. Tymczasem on, widząc że po niego idę tak się podekscytował, że ledwo mógł w miejscu ustać. Założenie kantara okazało się zaskakująco trudne, zwłaszcza że musiałam przedtem ściągnąć drugi, a Bahri wcale nie chciał współpracować. Nie dość że siedział cały dzień sam w tej stajni i strasznie się nudził, to miałam wrażenie że boi się nadchodzącej burzy. Rzucał się po tym boksie, machał głową we wszystkie strony, wiercił, próbował po mnie przejść, raz nawet wyszedł mi z boksu, ale cały czas go trzymałam i udało mi się go wcofać do środka. Sytuację dodatkowo utrudniały moje nogi, które nagle przestały się słuchać i zaczęły dygotać jak opętane 😂 Nawet nie byłam tak bardzo przerażona, po prostu za dużo adrenaliny 😜 Całe szczęście dzięki radom Julki udało mi się zapanować i nad sobą i nad koniem. Postawiłam się wyraźnie w pozycji lidera, nie ma włażenia na mnie, nie można mnie odepchnąć i po prostu przejść, bo "o Jezu kobieto, dajże spokój, ja chcę wyjść!". Dostał parę razy za włażenie w moją strefę osobistą, ja znalazłam pewność siebie, która się chwilowo gdzieś zawieruszyła i już kontrolując konia i powoli także wlasne nogi wyszłam na padok.
Siwy od razu zaczął tańczyć, biegać w te i wewte, rżeć do koni obok. Łącząc to z przygodami z boksu myślałam sobie "ojj łatwo nie będzie". Zastanawiałam się nawet czy by sobie jednak nie odpuścić, bo burza zdawała się zbliżać, a ja byłam pewna że Bahri będzie się jej bał. Ale skoro już się wzięłam do roboty to nie można się przecież tak od razu poddawać!
Podchodziliśmy sobie, młody pobiegał, trochę wyładował energię, a ja, wykorzystując czego nauczyłam się wczoraj, od razu wzięłam się za wyraźne ustalanie swojej pozycji. Ja jestem alfą i alfa chce mieć uwagę konia na sobie, nie na innych koniach. Siwy w takich momentach potrzebuje silnych sygnałów, wyraźnego przekazania kto tu rządzi i przede wszystkim ciekawych zadań do zrobienia. Jeśli będą wystarczająco wciągające, zajmie się nimi i skupi na mnie, zapominając o tym co go rozpraszało. Wczoraj bałam się być tak bardzo stanowcza, jednak dzisiaj świetnie mi się to udało i szybko odzyskałam myślącego konia. Byłam z siebie taka dumna, bo zajęło to dosłownie chwilę, a w poprzednich dniach potrafiliśmy się tak ganiać jakieś 20 minut. Miałam plan żeby przećwiczyć wszystkie 7 zabaw w podstawowej wersji, bo na poniedziałek zaplanowałam wycieczkę klasową do stajni, żeby pokazać kolegom, na czym mniej więcej Parelli polega. Trochę jeszcze pospacerowaliśmy, żeby się dobrze na mnie skupił, po czym zabraliśmy się do roboty. Dużo czasu poświęciłam na Friendly game z savvy stringiem, bo nie było to przepracowane jak należy i młody jeszcze się boi sprzętu. A to sytuacja niedopuszczalna. Ten sprzęt jest przedłużeniem naszego ciała, narzędziem do przekazywania sygnałów, a nie zastraszania. Siwy doskonale wiedział, że jeśli string lata w powietrzu, to jest o coś proszony, a jeśli nie zareaguje właściwie to dostanie. Tutaj otrzymywał sprzeczne sygnały- moje ciało i energia mówiły że nic się nie dzieje, czas na relaks, natomiast latający string sugerował że trzeba działać i to JUŻ. Biedny Siwy był mocno zestresowany, bo wiedział że czegoś od niego chcę, ale kompletnie nie wiedział czego- nie działałam na żadną konkretną część jego ciała, moja energia rówież. Zaczęłam od bardzo delikatnego uderzania w ziemię, wiedziałam że nie mogę przesadzić- nie chciałam przekroczyć granicy i mieć przestraszonego konia biegającego w kółko. To by go oddaliło od właściwej odpowiedzi, a chodziło o to, żeby na nią wpadł. Bahri w ogóle boi się lin, tak było i tym razem. Machał głową to w te to wewte, nie wiedząc zupełnie co ma począć, ale szybko zaczął ją opuszczać, żeby przyjrzeć się lepiej co ja trzymam w ręku. Właśnie tak! Dobry koń! Dawałam mu wszystko na spokojnie obwąchać, przemyśleć, przeżuć i szybko zaczął łapać że to jednak nie chodzi o to żeby się ruszył. Nadal nie był tego pewny, ale ograniczał się do nerwowego machania głową.
Podszedł do mnie blisko i przez pewien czas próbował się za mną schować- kiedy carrot stick się oddalał przesuwał głowę w jego stronę, a kiedy z powrotem wracał, chował ją za mną i przytulał 💕 Był taki słodziaśnyyy! On z zasady lubi wchodzić na ludzi, ale tym razem naprawdę chciał się przytulić, potrzebował takiego wsparcia. Takiego go jeszcze nie widziałam i jestem przeszczęśliwa że tak się zmienia.
Zaczęłam uderzać ziemię coraz mocniej, w miarę jak się do tego przyzwyczajał. W bardzo krótkim czasie zrobiliśmy taki progress że hoho! Potrzeba jeszcze sporo pracy, bo chciałabym żeby w ogóle się nie bał sprzętu, ale jesteśmy na dobrej drodze i zasuwamy po niej wielkimi krokami 😁
Następnie sprawdziłam jak działają kolejne zabawy. Misiek był taki grzeczny! Reagował często już na pierwszą fazę, w pewnym momencie uwrażliwił się tak, że wystarczyło spojrzeć, a on już robił o co prosiłam. To było cudowne ❤❤
Wzięliśmy się znowu za cofanie do tunelu z opon, jak wczoraj. Z tą różnicą, że tym razem udało się za pierwszym razem! Siwy był tak wyczulony na pomoce, tak grzeczny. Zrozumiał już co nieco z wczorajszej zabawy i udało mu się wejść między te opony. A jak już tylne nogi tam były, to w ogóle nie było problemu. A stał z początku na zewnątrz, bez żadnych ograniczających czy wspomagających ścianek 💪 Dostał za do bardzo dużo miziania 😊 Yo-yo wyszło nam bardzo dobrze, był skupiony na mnie, nie uciekał. Poćwiczyliśmy też okrążanie, zwłaszcza zmiany kierunku, bo to jeszcze nie do końca mi wychodzi. Okazało się jednak, że szybko się uczę i już niewiele mi brakuje.
Największy problem Siwy ma z chodami bocznymi, nie rozumie w ogóle o co chodzi i na ogół wygląda to tak, że przód przestawia ładnie, ale za daleko i ląduje z zadem w   moim kierunku, a żeby ten zad przestawić to on się musi skręcić i na mnie skupić, a woli sobie skubać trawkę spod płotu 😂 Może bym zaczęła od zadu, a potem dopiero wyrównanać przodem... O, to jest myśl!
Z przeciskaniem w ogóle nie było problemu.
W pewnym momencie, kiedy Bahri akurat stał zupełnie spokojny i się do mnie przytulał, Julka zawołała konie do stajni. Nie było czasu na rozpaczanie po utraconej chwili. Wiedziałam co się zaraz stanie i musiałam reagować błyskawicznie. Musiałam zacząć działać, zanim Siwy zdąży się nakręcić, w przeciwnym wypadku zupełnie bym go straciła- zacząłby biegać we wszystkie strony, rżąc i próbując po mnie przebiec. Miałam taką sytuację wczoraj i dzięki temu już wiedziałam co robić. Zaczęłam postępować tak, jakby to już się stało, miałam jednak znaczną przewagę- zaczęłam przeciwdziałać zanim zdążyła się rozwinąć. Dzięki temu całość zajęła dużo mniej czasu. Co zatem należy zrobić, kiedy koń skupia się kompletnie na stadzie, lekko panikuje, biega, a na pewno nas nie słucha? Otóż, należy mu dosadnie przypomnieć w jakim stadzie jest w tej chwili i kto w tym stadzie jest szefem. Oczywiście my. Zdecydowana czwarta faza, dużo pewności siebie, wyższa energia. Trzeba konia czymś zająć, czymś ciekawym, co pozwoli mu wyrzucić z głowy inne konie. Trzeba uparcie egzekwować wykonywanie zadania, w przeciwnym wypadku koń uzna że można sobie nas olewać. Dzisiaj nie musiałam robić dużo, zanim do Siwego dotarło co się dzieje, ja już zajęłam go zabawą w prowadzenie w przeciwnym kierunku niż szło stado, dzięki czemu już po paru krokach miałam spokojnego konia. Co prawda po chwili skręciliśmy i cały spokój z niego   wyparował bo zobaczył inne konie, ale dobrze pilnowałam żeby pozostał na swojej pozycji i mnie nie wyprzedzał, ani na mnie nie właził. To było najważniejsze i doskonale się udało, a to że szedł mocno spięty, nabuzowany i rzucając głową gdzieś tam nade mną, to i tak o niebo lepiej niż jak biegał galopem dookoła i próbował mnie startować. Wszystko jest do wypracowania, trzeba mu tylko dać czas. A to było wczoraj! Uczy się błyskawicznie 🔝
Muszę się pochwalić że ja też. Dzięki Siwemu dostałam tak wspaniałą szansę rozwoju! Jest zupełnie innym koniem, niż te, z   którymi miałam wcześniej do czynienia. Wymaga ode mnie tonę więcej stanowczości, pewności siebie, odwagi, kreatywności, dzialania na wyższej energii, w większym tempie- tego wszystkiego czego mi brakowało. Tego wszystkiego się uczę i nabywam w zaskakująco szybko, w każdej sesji dostaję coś bardzo wartościowego. Dzięki temu już po paru spotkaniach jestem zupełnie innym człowiekiem, dużo lepiej radzę sobie z wyzwaniami, z końmi, z byciem przewodnikiem. Poza tym daje mi to tyle szczęścia i miłości, że hohoho! Mogłabym cały dzień nie wychodzić ze stajni. Zwłaszcza w taki dzień jak ten.
Na sam koniec poszliśmy z Siwym na trawkę, po czym wrocilismy do boksu. Miałam jeszcze w planach zabawy z Rudą. Poszłam do niej, przy pomocy Julki osiodłałam (skomplikowane to układanie żeli 😂) i razem z dzieciakiem (półtora miesięczną córką Pochodni) wyszliśmy na plac. Przez wsiadaniem zawsze trzeba się z koniem troszkę pobawić z ziemi- przynajmniej 7 minut, po  jednej na każdą zabawę. Dzięki temu możemy sprawdzić, w jakim nastroju dzisiaj jest nasz partner, jak odpowiada, ewentualnie przypomnieć mu coś co się przyda kiedy już wsiądziemy. Pod czujnym okiem Julki bawiłam się z Rudą i bardzo się cieszę że tak było. Julka jest świetną instruktorką, zwraca uwagę na wszystkie szczegóły, zależy jej żeby uczeń naprawdę zrozumiał, nawet jeśli nie od razu wyjdzie tak jak powinno, a nie żeby wykonywał tylko jakieś utarte schematy.
Pochodnia jest niesamowita. Nigdy nie spotkałam tak wrażliwego konia. Trzeba uważać na delikatność pierwszej fazy, bo nawet z tym łatwo przesadzić. Miałam taką sytuację, jako że byłam jeszcze nie przedstawiona po Siwym, kiedy prosiłam ją o zmianę kierunku od razu podniosłam sticka i energię i ruszyłam w jej kierunku. To ledwo wystarczało żeby młody się ruszył, a ona mi tu piruet w galopie! Ojej. Nie chciałam. 😂
Od tego momentu byłam ostrożniejsza. Cały czas była niezwykle grzeczna, zwłaszcza podziwiam jej chody boczne, bez ściany, zza zadu, do człowieka, wszystko! I naprawdę wystarczy pomyśleć a ona już robi. Jest cudowna.
Kiedy sobie wsiadłam nie było już tak łatwo. Nadal bardzo przyjemnie, ale dopiero kilka razy jeździłam według Parelliego i mam bardzo silne nawyki z klasycznego jeździectwa. W dodatku na niej też często jeżdżą klasycznie, więc sygnały z siodła nie są jeszcze dopracowane jak należy. W związku z tym nasza jazda wyglądała momentami śmiesznie, ale udało mi się nie wyjechać z placu i wykonywać zadania, które nam Julka powierzyła więc uważam to za duży sukces. Przede wszystkim to że byłam spokojna. Piąty raz odkąd przestałam się bać jeździć. Nadal pewnie jestem spięta, zwłaszcza dla konia, który jest super wrażliwy, ale to co się działo wcześniej! Hoho! Ja nie wiem jakim cudem nie spadałam 😂 Teraz naprawdę dobrze się czuję na końskim grzbiecie i chcę jeździć, jeździć, jeździć! ❤
Miałyśmy zadanie, żeby przejeżdżać przez kwadrat zrobiony z drągów, dojeżdżać do ściany, po czym skręcać w prawo, tak, żeby wrócić znowu do kwadratu i powtórzyć. W ten sposób powstaje koniczynka. Na poczatku ciężko mi było kierować, zwłaszcza że bardzo chcę trzymać wodze klasycznie- jak mi się zwróci uwagę to na chwilę zrobię co trzeba, ale potem coś się dzieje, trzeba reagować i już! Szlag trafił 😂 Duuuużo jeszcze pracy przede mną, ale bardzo się cieszę że mam taką możliwość. Pod koniec całkiem dobrze nam to wychodziło, porobiłyśmy jeszcze parę innych ćwiczeń, pokręciłyśmy się z dzieckiem 💕💕 Udało mi się nawet nagrać krótki filmik, który niestety w najciekawszym momencie się urywa bo zabrakło miejsca 😂 Ale jest!
Jako że zawsze się coś ciekawego musi wydarzyć, tak było i tym razem. Jesteśmy sobie właśnie na ścianie w trakcie koniczyni, przejeżdżamy któryś raz obok krzaków, wcześniej zupełnie na spokojnie, a tu nagle wielkie przerażenie, koń odskakuje, fruka, patrzy na te krzaki jakby potwora jaka tam siedziała i wierci się straszliwie. Julka akurat się musiała w tym momencie ewakuować z padoku, więc byłyśmy same z dzieckiem. Ja już ojej ojej, Ruda wyraźnie się czegos w tych krzakach boi. I nie wiem, czy tam jaki dzik siedzi czy wąż, bo to zupełnie możliwe i czy uciekać lepiej, czy może zsiąść, bo mam pełną świadomość że mój dosiad nie utrzymałby mnie przy żadnych nagłych skokach. Zupełnie serio to rozważałam, bezpieczeństwo przede wszystkim, ale Pochodnia w miarę się uspokoiła, pod warunkiem że nie kazałam jej za blisko podchodzić. Sama nie chciałam tego robić, bo skoro tak nagle pojawiło się coś co wywołało tak silną reakcję, to ja wolę zaufać koniowi, że ona wie co robi i naprawdę lepiej tam nie podchodzić. Ja się bałam że dzik wyleci, ale ona dziki uwielbia ganiać, więc chyba jednak coś innego. Całe szczęście nic nie wyskoczyło i udało nad się dokończyć jazdę bez problemów. Bardzo fajnie się z niej zsiadało 😁 Lubię zeskakiwać z koni 😜
Zapakowałyśmy się do stajni, pomogłam Julce w noszeniu siana i słomy i karmieniu koni ( wreszcie się nauczę odróżniać siano od słomy! Po pięciu latach 😂😂😂) 
Zostałam sama z końmi. Siwy był bardziej zainteresowany sianem niż mną, więc poszłam do boksu czochrać małą. Boże, jaka ona jest cudowna! Urosła strasznie ostatnio, taka wielka baba się z niej zrobiła 😂 Jest taka kochana! Dorosłe konie może i lubią jak się je głaszcze, ale kiedy jest jedzenie to wygląda bardziej "a rób se co chcesz człowieku, nawet to fajne, ale SIANOOO!". A mała nie. Ona bardzo się domaga uwagi, pieszczot, zabawy. Podchodzi i chce żeby pogłaskać, podrapać. Więc stałam tak sobie w tym boksie, głaszcząc jej niesamowicie miękkie futerko, zwłaszcza grzywa i ogon są zaskakująco delikatne i ciesząc się że już pozwala się dotykać. Jeszcze niedawno się bała, a teraz mogłam ją przytulić od góry i było nam obu baaaardzo przyjemnie. Takie cieplutkie, mięciusie małe stworzonko 💕💕💕
Śmieszna była bo swędział ją zadek i odkryła że może podrapać się o drzwi i tak się wyginała na wszystkie strony! 
Świetnie się czułam siedząc w tej stajni, taki spokój, cisza, wszystkie konie szczęśliwe i miłość unosząca się w powietrzu 💓 Wyszłam z tamtąd tak przepełniona szczęściem i miłością, że nie mogłam przestać się uśmiechać i chciałam przytulać wszystkie napotkane futrzaste stworzonka. Magia koni ❤❤❤

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz