Dzisiaj zabrałam całe moje klasowe stadko do stajni. Realizuję projekt edukacyjny o jeździectwie naturalnym i chciałam pokazać znajomym, jak to wygląda w praktyce. O Parellim mogłabym nawijać godzinami, jednak mając na uwadze że klasa w zdecydowanej większości się końmi nie zajmuje, ograniczyłam się do samych podstaw- zademonstrowaliśmy 7 zabaw, ja w międzyczasie opowiedziałam co nieco o końskiej naturze, sposobie myślenia i postrzegania świata.
Siwy był tego dnia wyjątkowo grzeczny. Nie siedział już w boksie tylko latał z końmi po pastwisku, co mnie bardzo ucieszyło. Julka wyposażyła mnie w wielką garść suszonego chleba i ostrzeżenie że on to się tak łatwo nie da złapać, o niee. Że trzeba dać najpierw innym koniom, niech się zrobi zazdrosny to podejdzie i wtedy się może udać. Tymczasem ja idę, on na mnie patrzy z daleka, robi parę kroków w moją stronę po czym się tarza. Troszkę się obawiałam, że jak wstanie zacznie biegać konie często tak robią, ale nic takiego się nie stało. Podchodzę na spokojnie, głaszczę, łapię za kantar i przypinam linę. Zero problemów. Oczywiście chlebek się należał 😁 Przepakowaliśmy się w sznurkowy kantarek, bo Julka wyraźnie spodziewając się problemów poleciła mi i najpierw przypiąć uwiąz do kantara który miał na sobie, bo przy zakładaniu kantarka mógłby uciec. On jednak nie miał na to najmniejszej ochoty. Stał spokojnie, potem chętnie za mną poszedł. Klasa zebrała się u płotu, ze wszech stron rozlegały się "ooooo" , "wooow!" i "jaki ślicznyyy" 😁
Lekko spięta zaczęłam wprowadzać moją kochaną publiczność w świat jeździectwa naturalnego, objaśniając wszystkie szczegóły i po co i dlaczego. Przedstawiłam główne cele w Parellim, sprzęt, powiedziałam jak to 7 zabaw tworzy nam język, za pomocą którego możemy się potem z koniem komunikować. Potem zaczęliśmy z Siwym pokazywać w praktyce na czym zabawy polegają. Jestem z niego dumna, bo zrobił bardzo duże postępy jeżeli chodzi o Friendly ze stickiem- był w dokładnie tym miejscu w którym go ostatnio zostawiłam, a wtedy z początku bał się bardzo. Udało nam się dojść do naprawdę mocnego trzaskania savvy stringiem w ziemię przy dość rozluźnionym koniu, co uważam za duży sukces. Starałam się cały czas jak najlepiej objaśniać szczegóły naszej mowy ciała, tak by to co robiliśmy było zrozumiałe. Mam wrażenie że dobrze mi się to udało i bardzo się z tego cieszę. Poszczególne zabawy opisałam już na tym blogu, dlatego nie będę się teraz wdawać w szczegóły, jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do czytania wcześniejszych wpisów 😃
W miarę jak posuwaliśmy się dalej w zabawach schodziło ze mnie ciśnienie i robiłam wszystko bardziej na luzie. Dawałam Siwemu czas żeby przemyślał, nie naciskałam za bardzo. Pięknie się na mnie skupiał, często reagował na pierwsze fazy, kłusował, nie przejmował się otoczeniem, nie szalał, w ogóle był bardzo grzeczny. Kiedy już przedstawiliśmy wszystkie zabawy, żeby pokazać jak można je potem wykorzystać i jak ważna jest kreatywność, przytargałam beczkę pod płot. Dookoła beczki można zrobić okrążanie, można przodem do beczki, można zadem, chody boczne nad beczką (to już wyższa szkoła jazdy więc nie próbowaliśmy, ale daję pomysł), skoczyć przez nią, zrobić przeciskanie między płotem a beczką, milion wariacji. Albo można zrobić jak my- dać beczkę człowiekowi, nie koniowi. Siadłam sobie na niej, przez co nie mogłam się poruszać i z tej pozycji poprosiłam Bahri Baya najpierw o yo-yo, a potem okrążanie. Ze zmianą kierunku i kłusem. No i słuchajcie! Wyszło świetnie! A robiliśmy to pierwszy raz 💪💪
Dostaliśmy wielkie brawa, wszyscy byłi pod dużym wrażeniem mojej wiedzy i metody w ogóle. Bardzo dumna i szczęśliwa z dzisiejszej współpracy z ogierasem wyprowadziłam go na chwilę na trawę, do klasy, żeby sobie mogła pogłaskać. Nadal był niezwykle spokojny- w ogóle nie ten koń!
Problemy zaczęły się kiedy chciałam go zostawić i pójść po Pochodnię żeby pokazać źrebaka. Niestety odkrył że w płocie nie ma prądu i że można sobie pod nim przejść. Myślałam że jak lepiej zamknę furtkę to już nie będzie uciekał, ale się przeliczyłam. Zwiał drugi raz. Tylko że zdążyłam mu już zdjąć kantar więc znowu było łapanie konia na wolności. Raz mi uciekł, ale potem już dał się złapać. A klasa miała atrakcję w postaci galopującego konika 😂 Niestety w tej sytuacji nie mogłam go zostawić na padoku, trzeba go było wsadzić do boksu. Nie przemyślałam jednej rzeczy- musieliśmy przejść obok boksu, w którym stał wałach z którym Siwy strasznie się nie lubi. Miałam nadzieję że przejdziemy, ale on oczywiście nie mógł. Zatrzymał się pod samym boksem i chwilę stał pozornie spokojnie. Tamten przytknął nos do jego grzbietu i intensywnie go wąchał. Ja jednak wiedziałam co się świeci- to była cisza przed burzą. Napięcie w powietrzu było namacalne.
Próbowałam z całej siły przeciągnąć go dalej, ale koń to jednak koń, nie ma co ukrywać, jest parę razy silniejszy. W każdej chwili to napięcie mogło wybuchnąć- z wielkim kwikiem, gryzieniem i kopaniem. Doskonale to czułam i bardzo, ale to bardzo chciałam żeby to tego nie doszło. Niestety nie udało się. Całe szczęście Siwy zareagował bardzo delikatnie, zarżał takim charakterystycznym ogierzym głosem i lekko podskoczył po czym wreszcie mnie posłuchał i ruszył się z miejsca. Zapakowałam go do boksu, gdzie ku mojej wielkiej radości zdecydował się stać spokojnie.
Jak gdyby nigdy nic wyszłam do klasy z uśmiechem i powiedziałam że zaraz przyprowadzę źrebaka. Malutka robi się coraz fajniejsza- dała do siebie podejść i pogłaskać, poniuchała 😃 Zastanawiałam się czy nie zarzucić jej liny na grzbiet i tak prowadzić, jednak z tego co wiem nikt z nią tego nie próbował, więc nie wiadomo co by z tego wyszło. Tak naprawdę bardziej się obawiałam reakcji matki, bo małe mogłoby nie daj Boże zacząć kwiczeć, a wtedy musiałaby pospieszyć z odsieczą. Nie chciałam mieć rozwścieczonej kobyły na karku, więc poszłam złapać ją, nie dziecko. Tak jak myślałam Płotka podążyła za nami. Nie jest jeszcze na tyle śmiała żeby dać się wszystkim głaskać, ale i tak zachwytów było co niemiara 😁
Na koniec stado dało mały popis- Julka wypuściła Siwego z boksu i konie poszły w galop. Z wszelkimi odmianami bryków i dokazów.
Wycieczka wyszła znakomicie, udało mi się klasy nie zanudzić, większość wręcz przeciwnie, okazywała żywe zainteresowanie, dopytywali o różne szczegóły, umawiali się na wizyty w stajni, co bardzo mnie cieszy. Wróżyli mi już wielką karierę instruktora, pewnie nawet Parelli Professional 😹
Mam nadzieję, że dzięki temu jeśli ktoś z nich pójdzie kiedyś w stronę koni, będzie mu bliżej do naturalnego jeździectwa. Ten dzień uważam za nasz wielki sukces, tym większy że Bahri był tak spokojny i współpracujący. Oby więcej takich dni.
PS
Parę osób nagrywało filmiki, postaram się jak najszybciej je odnaleźć i tutaj wrzucić 😊
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz