W zabawie szóstej prosimy konia o ruch w bok. Nie tak troszeczkę, tylko zupełnie do boku.
Zaczynamy od przestawiania na przemian przodu i zadu konia, za pomocą jeża albo prowadzenia, czym będzie nam łatwiej. Nie będę się teraz wdawać w szczegóły, ponieważ te zabawy opisałam już dokładnie na tym blogu. Staramy się, żeby koń zrozumiał nasze intencje, a niedługo powinien zacząć łączyć ruch przednich i tylnych nóg. Noga, która właśnie robi krok, powinna się krzyżować z drugą z przodu, nie za nią. Z początku ustawiamy konia z nosem przed ścianą lub płotem, żeby nie mógł ruszyć się do przodu, co zrobiłby najchętniej, jak tylko by mógł.
Im lepsze będą się stawać nasze chody boczne, tym wyżej podnosimy poprzeczkę. Możemy się bawić we wszystkich chodach, z ziemi, z siodła, nie tylko od człowieka, ale i do (wyższa szkoła jazdy), nad czymś- drągiem, beczką, inną przeszkodą, z dużej odległości, na wolności, kreślić figury na padoku kierując koniem idącym bokiem, bawić się na górkach, w wodzie, możliwości jest mnóstwo. A jak powiedział sam Pat im lepiej koń chodzi w tył i w bok, tym lepiej robi wszystko inne.
Szukaj na tym blogu
niedziela, 28 maja 2017
poniedziałek, 15 maja 2017
Circling Game
Zabawa w okrążanie jest połączeniem przede wszystkim Driving i Yo-yo Game. Prosimy konia, aby nas okrążał w poleconym tempie, chodzie i kierunku. Zadaniem konia jest ich samodzielne utrzymanie.
Zaczynamy robiąc yo-yo, aż koń znajdzie się na końcu liny na wprost nas. Wybieramy kierunek, w którym chcemy żeby poszedł. Jeżeli w nasze prawo, wystawiamy prawą nogę w bok, prawą rękę z liną wyciągamy na całą długość w bok i do góry- pokazujemy kierunek. Nabieramy energii, aby koń poczuł czego od niego oczekujemy. W drugiej fazie podnosimy Carrot Sticka, którego trzymamy w lewej ręce. Sugerujemy koniowi, aby się ruszył, a jeśli to nie działa, kręcimy w jego kierunku savvy stringiem. Ostatnią fazą, jeśli koń się nie poruszy, jest mocne uderzenie go stringiem, tak naprawdę w dowolne miejsce, byle od łopatek w tył. Dlaczego tak jest wytłumaczę w jednym z kolejnych postów. W razie potrzeby fazy można powtórzyć. Trzeba pamiętać, że jeśli koń dopiero zaczyna się z nami bawić, należy go nagradzać za najmniejszy właściwy ruch, nawet samo przesunięcie ciężaru ciała. Jeżeli koń zrozumiał o co chodzi i ruszył, świetnie. Tutaj nasza rola chwilowo się kończy. Dajemy mu wykonywać zadanie. Rozluźniamy jedną nogę, pozbywamy się wszelkiego napięcia, opuszczamy głowę, relaksujemy ramiona. Carrot stick możemy oprzeć o brzuch. W miarę jak koń nas okrąża, przekładamy linę z ręki do ręki za plecami, nie odwracamy się. W ogóle nie robimy nic. Staramy się nie wywierać żadnego wpływu na konia. Jeśli zdarzy się, a najprawdopodobniej tak na początku będzie, że koń zatrzyma się, zmieni chód, kierunek, zacznie wydziwiać od razu odwracamy się w jego kierunku i powtarzamy elementy odesłania. Robimy je powoli jeśli koń po prostu nie rozumie o co go prosimy. Gdy jednak po prostu ma takie widzimisię, pokazujemy wyraźnie że owszem, dostaje dużo swobody, ale to my jesteśmy alfą. Nie zaczynamy od pierwszej fazy- on nie wykonuje swojego zadania, wiedząc o co go prosiliśmy, zatem dostaje od razu fazę czwartą. Uderzenie stringiem. To ma być nieprzyjemne, ma boleć. Tylko w ten sposób koń zrozumie i już wkrótce okaże się że nie musimy w ogóle używać fazy czwartej- koń nam wierzy że możemy to zrobić, więc nie potrzebuje kolejnego potwierdzenia.
Wykonujemy od dwóch do czterech okrążeń w jedną stronę. Tyle daje nam gwarancję że koń nas szanuje i rozumie zadanie, natomiast przy większej liczbie jego mózg się wyłącza i zaczyna bezmyślnie przebierać nogami. A tego nie chcemy. Jeżeli tą zabawę traktujemy jako sposób na wypracowanie kondycji czy wyrzucenie nadmiaru energii, musimy wymyślać wiele urozmaiceń, by koń się nie nudził.
Kiedy uznamy, że rozumie o co chodzi i już wystarczy, zatrzymujemy go. W tym celu wykonujemy odangażowanie tylnych nóg- chcemy żeby koń odsunął je od nas tak, by stać do nas przodem. Robimy to podobnie jak przy przedstawianiu zadu w Driving Game. Czekamy aż koń wbiegnie przed nas i zaczynamy działać na jego zad. Pochylamy się, wbijając w niego ostry wzrok. Jeśli to nie działa, podnosimy Carrot sticka tak, jakbyśmy jego bokiem chcieli uderzyć konia. Po trzech sekundach uderzamy nim moco w ziemię, natomiast jeśli i to nie daje skutku, kręcimy savvy stringiem tak, by uderzyć konia w zad. Na to na pewno zareaguje. Jeśli zdarzy się że nie zrobi tego tak, jak byśmy chcieli- przyspieszy, zacznie kopać, brykać, próbować nas atakować, nic sobie z tego nie robimy, tylko zaczynamy od początku. Chodzi o to żeby zrozumiał. Jeśli choć raz odpuścimy przy zachowaniu, którego nie chcemy, koń będzie je powtarzał, bo zapamięta że to dało dobry efekt. Konie szybko się uczą. Kiedy nasz partner stanie już przodem do nas wylewnie go chwalimy. Ważne jednak, żeby jeśli chcemy go pogłaskać, poprosić o to żeby do nas podszedł. Nie pozwalajmy mu robić tego zawsze kiedy ma ochotę, powinien pytać o pozwolenie. To nasza strefa osobista. Prywatna. Konie też ją mają i tak samo mają prawo do niej kogoś nie wpuścić. Dzięki temu będziemy bezpieczni, bo koń sobie zakoduje że nie można na nas ot tak włazić, co się bardzo przydaje kiedy się czegoś przestraszy. Po drugie kiedy mu pozwolimy będzie się dużo bardziej z tego cieszył.
Kiedy koń jest na kole i zrozumie już podstawowe zasady tej zabawy, możemy ją urozmaicić, prosząc o zmianę chodu, prędkości, czy kierunku. Jeśli chcemy poprosić konia o przyspieszenie, przede wszystkim jak zawsze podnosimy energię. Ręką trzymającą linę pokazujemy kierunek, tak ja przy wysyłaniu na koło. Następnie zaczynamy uderzać stringiem z ziemię za koniem. Pierwsze uderzenie jest tak daleko jak to tylko możliwe. Trzymamy ramiona maksymalnie otwarte i w takiej pozycji uderzamy. Następne uderzenie jest mniej więcej w połowie tego dystansu, trzecie tuż za koniem, czwarte prosto w zad. Ważne żeby cały czas pokazywać kierunek, żeby koń rozumiał o co chodzi.
Jeśli chcemy żeby zwolnił, fazy wyglądają podobnie, z tym że nie uderzamy w ziemię, tylko trzymamy wyciągniętego sticka przed końskim nosem. Najpierw w odległości połowy koła, potem coraz bliżej, az przed sam nos. Obniżamy energię, żeby koń zrozumiał o co chodzi. Jeżeli nie załapie od razu, co jest bardzo prawdopodobne, robimy wszystko, żeby naprowadzić go na właściwy trop. Możemy machać stickiem, stringiem, potrząsać liną, cokolwiek co pomoże mu zrozumieć. Chwalimy za najmniejsze próby i jako że konie są bystre, powinny szybko nauczyć się o co nam chodzi.
Nieco bardziej skomplikowana jest zmiana kierunku. Ale spokojnie, tylko troszeczkę 😉 Aby ją wykonać, dobrze jest najpierw ułożyć w głowie wszystko o czym musimy pamiętać. Przede wszystkim trzymanie sprzętu. Podczas zabawy trzymamy linę w ręce bliżej nosa konia, w tą stronę porusza się koń. Kiedy szykujemy się do zmiany kierunku, zamieniamy miejscami linę ze stickiem. Dajmy na to: koń porusza się w lewo, początkowo trzymamy linę w lewej dłoni, sticka w prawej. Kiedy już je zamienimy, czekamy aż koń znajdzie się bokiem przed nami. Wtedy przekładamy sticka pod liną, trzymając go nadal w lewej ręce i przestawiamy zad. Robimy przy tym kroczek do tyłu, dając mu na to miejsce. Kiedy koń skieruje się w naszą stronę, wyciągamy carrot stick spod liny i wysuwamy maksymalnie w lewo, tak, by przestawić głowę i szyję konia w prawo. Jednocześnie pokazujemy kierunek (prawo) i podchodzimy lekko w stronę konia, tak by go zepchnąć na właściwy tor.
Ważne jest żeby nie mylić tej zabawy z lonżowaniem, które wymaga od konia zaangażowania fizycznego, natomiast zupełnie wyłącza myślenie. My chcemy żeby myślał, rozwiązywał zadania, a nie bezmyślnie wykonywał polecenia. Dlatego pozwalamy mu popełniać błędy, rozwijać się. Jeśli nigdy nie damy koniom popełniać błędów, nigdy nie zrozumieją jak powinny postępować i dlaczego. Zatem nie latamy za koniem z batem, pilnując żeby tylko nie zmienił chodu. Dajemy mu zadanie i zostawiamy samego. Jeśli wykonuje je poprawnie- super, nie wtrącamy się. Natomiast jeśli nie, od razu nakierowujemy go na właściwe tory.
Zaczynamy robiąc yo-yo, aż koń znajdzie się na końcu liny na wprost nas. Wybieramy kierunek, w którym chcemy żeby poszedł. Jeżeli w nasze prawo, wystawiamy prawą nogę w bok, prawą rękę z liną wyciągamy na całą długość w bok i do góry- pokazujemy kierunek. Nabieramy energii, aby koń poczuł czego od niego oczekujemy. W drugiej fazie podnosimy Carrot Sticka, którego trzymamy w lewej ręce. Sugerujemy koniowi, aby się ruszył, a jeśli to nie działa, kręcimy w jego kierunku savvy stringiem. Ostatnią fazą, jeśli koń się nie poruszy, jest mocne uderzenie go stringiem, tak naprawdę w dowolne miejsce, byle od łopatek w tył. Dlaczego tak jest wytłumaczę w jednym z kolejnych postów. W razie potrzeby fazy można powtórzyć. Trzeba pamiętać, że jeśli koń dopiero zaczyna się z nami bawić, należy go nagradzać za najmniejszy właściwy ruch, nawet samo przesunięcie ciężaru ciała. Jeżeli koń zrozumiał o co chodzi i ruszył, świetnie. Tutaj nasza rola chwilowo się kończy. Dajemy mu wykonywać zadanie. Rozluźniamy jedną nogę, pozbywamy się wszelkiego napięcia, opuszczamy głowę, relaksujemy ramiona. Carrot stick możemy oprzeć o brzuch. W miarę jak koń nas okrąża, przekładamy linę z ręki do ręki za plecami, nie odwracamy się. W ogóle nie robimy nic. Staramy się nie wywierać żadnego wpływu na konia. Jeśli zdarzy się, a najprawdopodobniej tak na początku będzie, że koń zatrzyma się, zmieni chód, kierunek, zacznie wydziwiać od razu odwracamy się w jego kierunku i powtarzamy elementy odesłania. Robimy je powoli jeśli koń po prostu nie rozumie o co go prosimy. Gdy jednak po prostu ma takie widzimisię, pokazujemy wyraźnie że owszem, dostaje dużo swobody, ale to my jesteśmy alfą. Nie zaczynamy od pierwszej fazy- on nie wykonuje swojego zadania, wiedząc o co go prosiliśmy, zatem dostaje od razu fazę czwartą. Uderzenie stringiem. To ma być nieprzyjemne, ma boleć. Tylko w ten sposób koń zrozumie i już wkrótce okaże się że nie musimy w ogóle używać fazy czwartej- koń nam wierzy że możemy to zrobić, więc nie potrzebuje kolejnego potwierdzenia.
Wykonujemy od dwóch do czterech okrążeń w jedną stronę. Tyle daje nam gwarancję że koń nas szanuje i rozumie zadanie, natomiast przy większej liczbie jego mózg się wyłącza i zaczyna bezmyślnie przebierać nogami. A tego nie chcemy. Jeżeli tą zabawę traktujemy jako sposób na wypracowanie kondycji czy wyrzucenie nadmiaru energii, musimy wymyślać wiele urozmaiceń, by koń się nie nudził.
Kiedy uznamy, że rozumie o co chodzi i już wystarczy, zatrzymujemy go. W tym celu wykonujemy odangażowanie tylnych nóg- chcemy żeby koń odsunął je od nas tak, by stać do nas przodem. Robimy to podobnie jak przy przedstawianiu zadu w Driving Game. Czekamy aż koń wbiegnie przed nas i zaczynamy działać na jego zad. Pochylamy się, wbijając w niego ostry wzrok. Jeśli to nie działa, podnosimy Carrot sticka tak, jakbyśmy jego bokiem chcieli uderzyć konia. Po trzech sekundach uderzamy nim moco w ziemię, natomiast jeśli i to nie daje skutku, kręcimy savvy stringiem tak, by uderzyć konia w zad. Na to na pewno zareaguje. Jeśli zdarzy się że nie zrobi tego tak, jak byśmy chcieli- przyspieszy, zacznie kopać, brykać, próbować nas atakować, nic sobie z tego nie robimy, tylko zaczynamy od początku. Chodzi o to żeby zrozumiał. Jeśli choć raz odpuścimy przy zachowaniu, którego nie chcemy, koń będzie je powtarzał, bo zapamięta że to dało dobry efekt. Konie szybko się uczą. Kiedy nasz partner stanie już przodem do nas wylewnie go chwalimy. Ważne jednak, żeby jeśli chcemy go pogłaskać, poprosić o to żeby do nas podszedł. Nie pozwalajmy mu robić tego zawsze kiedy ma ochotę, powinien pytać o pozwolenie. To nasza strefa osobista. Prywatna. Konie też ją mają i tak samo mają prawo do niej kogoś nie wpuścić. Dzięki temu będziemy bezpieczni, bo koń sobie zakoduje że nie można na nas ot tak włazić, co się bardzo przydaje kiedy się czegoś przestraszy. Po drugie kiedy mu pozwolimy będzie się dużo bardziej z tego cieszył.
Kiedy koń jest na kole i zrozumie już podstawowe zasady tej zabawy, możemy ją urozmaicić, prosząc o zmianę chodu, prędkości, czy kierunku. Jeśli chcemy poprosić konia o przyspieszenie, przede wszystkim jak zawsze podnosimy energię. Ręką trzymającą linę pokazujemy kierunek, tak ja przy wysyłaniu na koło. Następnie zaczynamy uderzać stringiem z ziemię za koniem. Pierwsze uderzenie jest tak daleko jak to tylko możliwe. Trzymamy ramiona maksymalnie otwarte i w takiej pozycji uderzamy. Następne uderzenie jest mniej więcej w połowie tego dystansu, trzecie tuż za koniem, czwarte prosto w zad. Ważne żeby cały czas pokazywać kierunek, żeby koń rozumiał o co chodzi.
Jeśli chcemy żeby zwolnił, fazy wyglądają podobnie, z tym że nie uderzamy w ziemię, tylko trzymamy wyciągniętego sticka przed końskim nosem. Najpierw w odległości połowy koła, potem coraz bliżej, az przed sam nos. Obniżamy energię, żeby koń zrozumiał o co chodzi. Jeżeli nie załapie od razu, co jest bardzo prawdopodobne, robimy wszystko, żeby naprowadzić go na właściwy trop. Możemy machać stickiem, stringiem, potrząsać liną, cokolwiek co pomoże mu zrozumieć. Chwalimy za najmniejsze próby i jako że konie są bystre, powinny szybko nauczyć się o co nam chodzi.
Nieco bardziej skomplikowana jest zmiana kierunku. Ale spokojnie, tylko troszeczkę 😉 Aby ją wykonać, dobrze jest najpierw ułożyć w głowie wszystko o czym musimy pamiętać. Przede wszystkim trzymanie sprzętu. Podczas zabawy trzymamy linę w ręce bliżej nosa konia, w tą stronę porusza się koń. Kiedy szykujemy się do zmiany kierunku, zamieniamy miejscami linę ze stickiem. Dajmy na to: koń porusza się w lewo, początkowo trzymamy linę w lewej dłoni, sticka w prawej. Kiedy już je zamienimy, czekamy aż koń znajdzie się bokiem przed nami. Wtedy przekładamy sticka pod liną, trzymając go nadal w lewej ręce i przestawiamy zad. Robimy przy tym kroczek do tyłu, dając mu na to miejsce. Kiedy koń skieruje się w naszą stronę, wyciągamy carrot stick spod liny i wysuwamy maksymalnie w lewo, tak, by przestawić głowę i szyję konia w prawo. Jednocześnie pokazujemy kierunek (prawo) i podchodzimy lekko w stronę konia, tak by go zepchnąć na właściwy tor.
Ważne jest żeby nie mylić tej zabawy z lonżowaniem, które wymaga od konia zaangażowania fizycznego, natomiast zupełnie wyłącza myślenie. My chcemy żeby myślał, rozwiązywał zadania, a nie bezmyślnie wykonywał polecenia. Dlatego pozwalamy mu popełniać błędy, rozwijać się. Jeśli nigdy nie damy koniom popełniać błędów, nigdy nie zrozumieją jak powinny postępować i dlaczego. Zatem nie latamy za koniem z batem, pilnując żeby tylko nie zmienił chodu. Dajemy mu zadanie i zostawiamy samego. Jeśli wykonuje je poprawnie- super, nie wtrącamy się. Natomiast jeśli nie, od razu nakierowujemy go na właściwe tory.
środa, 10 maja 2017
Yo-yo Game
Wiecie z pewnością, na czym polega zabawa yo-yo. Jeżeli odpowiednio się nią posługujemy, zabawka jeździ góra-dół, góra-dół. Podobnie wygląda zabawa z koniem. Prosimy go o ruch w tył i przód, dbając przede wszystkim o zachowanie linii prostej. Drugą istotną sprawą, na którą musimy zwrócić uwagę, jest to, aby przyciąganie i odpychanie było rozwinięte w takim samym stopniu- yo było równe yo. Nie Yo-yo. Oznacza to, że koń powinien równie chętnie i łatwo cofać się od nas, jak i do nas podchodzić.
W yo-yo bawimy się we wszystkich chodach, na linach różnych długości, na wolności, na nierównym podłożu, pagórkach, w wodzie, pomiędzy przedmiotami, w ciasnych przejściach, nad czymś, na folii, w przyczepie- słowem wszędzie, gdzie jest to bezpieczne. Dajmy się ponieść wyobraźni. Im więcej bawimy się w tą grę, tym lepiej. Dzięki temu rozwijamy konia i naszą relację, a jak mawia Pat "im lepiej koń chodzi w tył i w bok, tym lepiej robi wszystko inne".
Podstawowa wersja gry wygląda tak:
Stajemy przed koniem, lub jeszcze lepiej prosimy żeby to on tam stanął. Jeżeli znajduje się jeszcze w zasięgu naszej ręki, robimy Jeża na nos, aby go wycofać. Potem przechodzimy do sygnałów typowych dla yo-yo. Wyciągamy ramię trzymające linę przed siebie, wysuwając palec wskazujący i celując nim prosto w konia. Wbijamy "wzrok teściowej" w końskie oczy i nabieramy tyle energii, żeby koń odczuł, że chcemy go przesunąć. Możemy sobie wyobrazić że ta energia wpuszcza konia w galop. Wtedy jest duża szansa że koń ją poczuje. Oczywiście na wyższych poziomach będzie jej potrzeba znacznie mniej, bo koń wyczuli się na nasze sygnały.
Jeżeli sam wzrok nie działa, zaczynamy poruszać palcem wskazującym, trzymając go nad liną. Nie pod. Nie trzęsiemy liną. Poruszający się palec wystarczy. Dopiero w następnej fazie zamykamy dłoń na linie i poruszamy nadgarstkiem na boki. W następnej fazie nadgarstek zostawiamy w spokoju, natomiast szeroko wymachujemy ręką od łokcia w dół. W ostatniej fazie używamy całego ramienia, poruszając nim energicznie w płaszczyźnie poziomej. Kontynuujemy dopóki koń się nie cofnie chociaż odrobinkę. Lina będzie go uderzać w głowę i szyję, co powinno dość szybko skłonić go do właściwej reakcji. Nie przejmujmy się zbytnio, że konia to boli- kopnięcie od innego kopytnego bolałoby dużo bardziej.
Zazwyczaj fale robi się w poziomie jednak czasem, zwłaszcza kiedy używamy kiepskiej liny może okazać się że fale w pionie będą działać dużo lepiej. Trzeba przetestować co nam bardziej odpowiada i jest czytelne dla konia. Oczywiście kiedy koń nam się ładnie wycofa chwalimy go wylewnie przede wszystkim zdjęciem presji, głosem i jeśli jest w zasięgu głaszcząc stickiem.
Jeśli odesłaliśmy już konia na koniec liny, trzeba go teraz do siebie przywołać. Drugie yo.
Odchylamy się do tyłu, uśmiechamy i staramy się przekazać partnerowi "chodź do mnie kochany koniku, ja tak bardzo chcę cię pogłaskać!". Ważne żeby koń odczuł to tak że od razu będzie chciał do nas podbiec. Jeśli jedak to nie wystarczy, zaczynamy głaskać linę w swoim kierunku powolnymi, długimi ruchami, otwartymi dłońmi. Powoli zbieramy linę, tak by leciutko się napięła. Po trzech sekundach takich głasków zamykamy delikatnie jeden palec, jednak tak, żeby lina swobodnie się prześlizgiwała. Następnie dodajemy kolejne palce, aż przymkniemy całą dłoń. Gładzimy coraz mocniej, pociągając konia do siebie, dopóki nie zrobi choć kroku w naszym kierunku. Wtedy odpuszczamy.
Zazwyczaj fale robi się w poziomie jednak czasem, zwłaszcza kiedy używamy kiepskiej liny może okazać się że fale w pionie będą działać dużo lepiej. Trzeba przetestować co nam bardziej odpowiada i jest czytelne dla konia. Oczywiście kiedy koń nam się ładnie wycofa chwalimy go wylewnie przede wszystkim zdjęciem presji, głosem i jeśli jest w zasięgu głaszcząc stickiem.
Jeśli odesłaliśmy już konia na koniec liny, trzeba go teraz do siebie przywołać. Drugie yo.
Odchylamy się do tyłu, uśmiechamy i staramy się przekazać partnerowi "chodź do mnie kochany koniku, ja tak bardzo chcę cię pogłaskać!". Ważne żeby koń odczuł to tak że od razu będzie chciał do nas podbiec. Jeśli jedak to nie wystarczy, zaczynamy głaskać linę w swoim kierunku powolnymi, długimi ruchami, otwartymi dłońmi. Powoli zbieramy linę, tak by leciutko się napięła. Po trzech sekundach takich głasków zamykamy delikatnie jeden palec, jednak tak, żeby lina swobodnie się prześlizgiwała. Następnie dodajemy kolejne palce, aż przymkniemy całą dłoń. Gładzimy coraz mocniej, pociągając konia do siebie, dopóki nie zrobi choć kroku w naszym kierunku. Wtedy odpuszczamy.
wtorek, 2 maja 2017
Driving Game
Trzecia zabawa- w Prowadzenie, jest podobna do drugiej- także polega na przedstawianiu konia. Jednak tym razem jedynie za pomocą sugestii, a nie dotyku. W Jeżu używamy stałej presji, tutaj rytmicznej- wszelakiego pukania w powietrze, którego forma jest zależna od tego, co chcemy zrobić.
Ta zabawa jest najczęściej używana przez konie w stadzie- niemal każde przestawienie się na niej opiera, a konie przestawiają się prawie cały czas. Służy to ustalaniu hierarchii stada. Korzystanie akurat z tej zabawy jest bardzo wygodne, ponieważ zwykle unika kontaktu fizycznego (małe prawdopodobieństwo uszkodzenia), po drugie nie wymaga poruszania się od konia przestawiającego (u koni kto się więcej rusza, ten jest niżej w hierarchii), a po trzecie im większy zasięg oddziaływania ma dany koń, za pomocą tylko spojrzenia czy skulenia uszu, tym jego pozycja staje się silniejsza. Dokładnie to samo dotyczy relacji końsko-ludzkich, o czym warto pamiętać.
Tak jak poprzednio uzywamy czterech faz stanowczości. Pierwsza z nich to "wzrok teściowej"- wpatrywanie się prosto w oczy lub część ciała którą chcemy przestawić, z energią "jak się zaraz nie ruszysz to oberwiesz". Staramy się być jak najbardziej wściekłą teściową, oczywiście nie wściekając się naprawdę, aby koń załapał o co chodzi. Zadziwiająco szybko w akurat tej zabawie większości koni spokojnie wystarcza pierwsza faza. Wynika to z tego, że jak już pisałam, to tej zabawy konie używają najwięcej. W fazie drugiej podnosimy sprzęt którego używamy, najczęściej Carrot Stick, chociaż można bawić się także z liną czy po prostu ręką. Wystawiamy go w kierunku przestawianej części konia, bokiem, tak żeby koń odczuł presję. Pamiętamy cały czas o utrzymaniu energii na właściwym poziomie. Trzecia faza może być pukaniem w powietrze przed koniem, lub jeśli przedstawiamy zad, jednorazowym uderzeniem w ziemię. Akurat tutaj różne są sposoby na trzecią fazę, kiedyś uczyłam się że kręcimy w kierunku zadu Carrot Stickiem tak żeby uderzyć stringiem o ziemię, ale moja nowa instruktorka uświadomiła mi, że taki sam sygnał służy w innej zabawie do przyspieszania, co jest zupełnie bez sensu. Dlatego teraz używam puknięcia w ziemię, tak jak koń zrobiłby to tylną nogą i jestem bardzo za tę zmianę wdzięczna (dzięki Ci Julka!)
Pukać o ziemię możemy także kiedy cofamy konia metodą "na ślepca" stojąc przed nim. Z początku próbujemy czy nie zadziała sama energia, potem unosimy sticka i zaczynamy poruszać nim w linii ziemia przed nami- klatka piersiowa konia. Uderzamy ziemię na początku delikatnie, potem coraz mocniej, zwiększając jednocześnie zakres ruchu, aż dojdziemy do uderzania konia w pierś. Kontynuujemy dopóki zwierzak się nie cofnie. A wtedy odpuszczamy. I chwalimy. Faza czwarta jest uderzeniem konia w kazdym wariancie, najczęściej savvy stringiem lub carrot stickiem. Naprawdę nie należy bać się czwartej fazy- trzeba być na tyle stanowczym, żeby koń nas szanował. Dzięki temu już wkrótce nie będziemy musieli jej używać w ogóle ;)
Prowadzenie konia z boku jest nieco inną formą tej samej zabawy. Prowadzić można stojąc w dowolnym miejscu- przed, obok, czy za koniem, jednak najczęściej używa się stania przy łopatkach zwierzaka. Jest to pozycja, w której ani ty, ani koń nie jesteście z przodu, dlatego pozwala rozwijać partnerską relację. W kazdej zabawie najważniejsza jest energia, dążymy do tego, żeby oddziaływanie za jej pomocą było zupełnie wystarczające do porozumienia się z koniem. Jednak na początku trzeba kopytnym dokładnie przekazać o co nam chodzi. W tym celu używamy odpowiednich sygnałów. Jeżeli stojąc z boku chcemy żeby koń poszedł do przodu, działamy na jego grzbiet za kłębem, pukając coraz mocniej w powietrze, a w końcu uderzając. Jeśli natomiast chcemy żeby koń się zatrzymał lub zwolnił, działamy przed jego łopatkami, najczęściej potrząsając liną. Oczywiście uprzednio musimy sprawdzić czy samo obniżenie energii i odchylenie ciała do tyłu nie wystarczy, bo jeśli koń jest wyczulony na naszą mowę ciała i uważnie słucha co do niego mówimy, może okazać się że nic więcej nie trzeba robić.
Przestawianie każdej części ciała wygląda nieco inaczej, dlatego jeśli nie macie możliwość korzystania z lekcji u dobrego instruktora, piszcie, ja chętnie opiszę wszystko dokładniej, czy pokażę na filmikach. Krótki filmik demonstracyjny zaraz się tu pojawi, muszę tylko dojść do porozumienia z komputerem :p
Miłego dnia wszystkim! Cieszcie się życiem, mamy maj, jest pięknie! 😁😁😁
Ta zabawa jest najczęściej używana przez konie w stadzie- niemal każde przestawienie się na niej opiera, a konie przestawiają się prawie cały czas. Służy to ustalaniu hierarchii stada. Korzystanie akurat z tej zabawy jest bardzo wygodne, ponieważ zwykle unika kontaktu fizycznego (małe prawdopodobieństwo uszkodzenia), po drugie nie wymaga poruszania się od konia przestawiającego (u koni kto się więcej rusza, ten jest niżej w hierarchii), a po trzecie im większy zasięg oddziaływania ma dany koń, za pomocą tylko spojrzenia czy skulenia uszu, tym jego pozycja staje się silniejsza. Dokładnie to samo dotyczy relacji końsko-ludzkich, o czym warto pamiętać.
Tak jak poprzednio uzywamy czterech faz stanowczości. Pierwsza z nich to "wzrok teściowej"- wpatrywanie się prosto w oczy lub część ciała którą chcemy przestawić, z energią "jak się zaraz nie ruszysz to oberwiesz". Staramy się być jak najbardziej wściekłą teściową, oczywiście nie wściekając się naprawdę, aby koń załapał o co chodzi. Zadziwiająco szybko w akurat tej zabawie większości koni spokojnie wystarcza pierwsza faza. Wynika to z tego, że jak już pisałam, to tej zabawy konie używają najwięcej. W fazie drugiej podnosimy sprzęt którego używamy, najczęściej Carrot Stick, chociaż można bawić się także z liną czy po prostu ręką. Wystawiamy go w kierunku przestawianej części konia, bokiem, tak żeby koń odczuł presję. Pamiętamy cały czas o utrzymaniu energii na właściwym poziomie. Trzecia faza może być pukaniem w powietrze przed koniem, lub jeśli przedstawiamy zad, jednorazowym uderzeniem w ziemię. Akurat tutaj różne są sposoby na trzecią fazę, kiedyś uczyłam się że kręcimy w kierunku zadu Carrot Stickiem tak żeby uderzyć stringiem o ziemię, ale moja nowa instruktorka uświadomiła mi, że taki sam sygnał służy w innej zabawie do przyspieszania, co jest zupełnie bez sensu. Dlatego teraz używam puknięcia w ziemię, tak jak koń zrobiłby to tylną nogą i jestem bardzo za tę zmianę wdzięczna (dzięki Ci Julka!)
Pukać o ziemię możemy także kiedy cofamy konia metodą "na ślepca" stojąc przed nim. Z początku próbujemy czy nie zadziała sama energia, potem unosimy sticka i zaczynamy poruszać nim w linii ziemia przed nami- klatka piersiowa konia. Uderzamy ziemię na początku delikatnie, potem coraz mocniej, zwiększając jednocześnie zakres ruchu, aż dojdziemy do uderzania konia w pierś. Kontynuujemy dopóki zwierzak się nie cofnie. A wtedy odpuszczamy. I chwalimy. Faza czwarta jest uderzeniem konia w kazdym wariancie, najczęściej savvy stringiem lub carrot stickiem. Naprawdę nie należy bać się czwartej fazy- trzeba być na tyle stanowczym, żeby koń nas szanował. Dzięki temu już wkrótce nie będziemy musieli jej używać w ogóle ;)
Prowadzenie konia z boku jest nieco inną formą tej samej zabawy. Prowadzić można stojąc w dowolnym miejscu- przed, obok, czy za koniem, jednak najczęściej używa się stania przy łopatkach zwierzaka. Jest to pozycja, w której ani ty, ani koń nie jesteście z przodu, dlatego pozwala rozwijać partnerską relację. W kazdej zabawie najważniejsza jest energia, dążymy do tego, żeby oddziaływanie za jej pomocą było zupełnie wystarczające do porozumienia się z koniem. Jednak na początku trzeba kopytnym dokładnie przekazać o co nam chodzi. W tym celu używamy odpowiednich sygnałów. Jeżeli stojąc z boku chcemy żeby koń poszedł do przodu, działamy na jego grzbiet za kłębem, pukając coraz mocniej w powietrze, a w końcu uderzając. Jeśli natomiast chcemy żeby koń się zatrzymał lub zwolnił, działamy przed jego łopatkami, najczęściej potrząsając liną. Oczywiście uprzednio musimy sprawdzić czy samo obniżenie energii i odchylenie ciała do tyłu nie wystarczy, bo jeśli koń jest wyczulony na naszą mowę ciała i uważnie słucha co do niego mówimy, może okazać się że nic więcej nie trzeba robić.
Przestawianie każdej części ciała wygląda nieco inaczej, dlatego jeśli nie macie możliwość korzystania z lekcji u dobrego instruktora, piszcie, ja chętnie opiszę wszystko dokładniej, czy pokażę na filmikach. Krótki filmik demonstracyjny zaraz się tu pojawi, muszę tylko dojść do porozumienia z komputerem :p
Miłego dnia wszystkim! Cieszcie się życiem, mamy maj, jest pięknie! 😁😁😁
Subskrybuj:
Posty (Atom)