Szukaj na tym blogu

wtorek, 29 listopada 2016

Do tego dążę dzisiaj

Oprócz celu, który powinien przyświecać koniarzom bez przerwy (więcej TUTAJ), podczas pojedynczego spotkania z koniem powinniśmy mieć w głowie to, do czego dzisiaj dążymy. To ma być jedna rzecz, konkretna. Im bardziej jesteśmy zaawansowani, tym bardziej może być skomplikowana, jednak pamiętajmy, że zajmujemy się zawsze jednym aspektem danej sprawy na raz. Nawet jak jeździmy konia Grand Prix, to podczas jednego treningu piruetow w galopie skupiamy się na przykład na prawidłowej pracy tylnych nóg, na kolejnym na rytmie, na jeszcze kolejnym na ustawieniu przodu konia. Dopiero jak te wszystkie elementy będą nam wychodzić doskonale, łączymy je w całość. Oczywiście im mniej czasu spędziliśmy na rozwijaniu relacji z koniem, tym prostsze cele powinniśmy przed sobą stawiać. To może być chodzenie na luźnej linie, albo nawet po prostu bycie ze sobą, nie obok, ale razem. Takie spędzanie czasu z koniem na pastwisku może nam dać zaskakująco dużo dobrego.
Pamiętajmy, że jeśli koń czegoś nie robi, to możliwości są tylko trzy: nie rozumie, boi się lub nie jest w stanie fizycznie tego wykonać. Nasza rola jest taka, żeby przekazać mu wszystko tak, by zrozumiał i wiedział dokładnie, o co chodzi. Bez tego będzie się czuł jak obcokrajowiec w przekrzykujacej się grupie arabów- nie dość, że nic nie zrozumie, to jeszcze porządnie się wystraszy. Jeżeli coś nam nie wychodzi to najprawdopodobniej oznacza to, że źle prosimy o to konia. Jedyna inna opcja to jego fizyczne ograniczenia. Sam Pat ma takie powiedzenie, że jeśli koń odpowiada "nie", zdałeś złe pytanie, lub zdałeś pytanie źle. Dążymy do tego, żeby koń mówił "Odpowiedź brzmi tak, ale jakie było pytanie?".
Dlatego też cel, który sobie stawiamy, dotyczy nas i tego co robimy, jakkolwiek by się nie wydawało, że to sprawa samego konia (np. sposób ułożenia ciała, czy uważne patrzenie pod nogi). Owszem, często chodzi o to, żeby koń coś zrobił, ale to my go o to prosimy i to my mamy wiedzieć, jakich sygnałów użyć. 
Podczas jednego z kursów z Julią Opawską (zapraszam do niej) nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy, która jest głównym tematem dzisiejszego wpisu. 
A jest to fakt, że podczas pracy z koniem powinniśmy mieć w głowie bardzo dokładnie opracowany nasz cel. Warto wcześniej przemyśleć, co będziemy robić. Spontaniczne szaleństwo jest super, ale tylko kiedy mamy z koniem ustaloną relację i język i przy robieniu rzeczy, ktore już świetnie wychodzą. Ale żeby się rozwijać musimy wychodzić ze swojej strefy komfortu i robić cały czas coś nowego. 
Zanim weźmiemy się za wyjaśnianie koniowy o co tym razem nam chodzi, wyobraźmy sobie dokładnie jak to ma wyglądać. Czego chcemy, jak można to osiągnąć, najlepiej na kilka sposobów, bo może się okazać, że któryś nie działa, bardzo dokładnie wszystkie nasze ruchy, postawę, zmiany energii, narzędzia i zabawy, których będziemy używać. Znając trochę konie możemy przewidziec kilka możliwych reakcji i na spokojnie zaplanować odpowiednią do nich odpowiedź. Oczywiście po nabraniu doświadczenia będziecie robić to instynktownie i takie przygotowania nie będą konieczne, jednak na początku mogą być bardzo pomocne. Pamiętajmy cały czas o tym, że to nasza relacja z koniem jest najważniejsza. Nigdy nie wymagajmy za dużo. Lepiej prosić o malutko, niż o za dużo, bo koń może stracić wiarę w siebie i chęć do współpracy z nami. Wszystko trzeba dostosować do sytuacji. Są konie, dla których samo patrzenie na podest może być stresujące i w takim wypadku nagroda należy im się właśnie za to. Możliwe, że kiedy pokażemy takiemu koniowi jaki jest dzielny i mądry, nabierze trochę pewności siebie i podejdzie bliżej, dotknie nosem. Małe kroczki, zawsze małe kroczki. 
Innym koniom pomysł z podestem może bardzo się spodobać i okazać się może, że już na pierwszej sesji postawią na nim dwie nogi. Nie spowalniajmy takiego konia. Jest odważny, ciekawski, rozwojowy. To bardzo pożądane cechy. Idźmy dalej, jednak nie na siłę i nie za dużo na raz. Sesje powinny być krótkie i bezwzględnie zakończone sukcesem. Nawet drobniusieńkim. Jeśli koń bez naszej ingerencji wejdzie dwoma nogami na podest (zwłaszcza jeśli zrobi to pierwszy raz) nie prosmy go o więcej. Niech postoi na tym podeście jeśli ma ochotę, jeśli nie, niech zejdzie. Głaszczmy go dużo i chwalmy. I najlepiej od razu skończmy trening. Albo pójdźmy na trawkę.
W przeciwnym razie koń się zrazi, bo zobaczy, że mimo jego starań nigdy nie jesteśmy zadowoleni i ciągle chcemy więcej. A z kimś takim źle się pracuje.
Kolejna rzecz, której uczą nas konie, bardzo przydatna w życiu. O ile przyjemniej będzie naszemu otoczeniu jeśli będziemy traktować innych z szacunkiem i doceniać ich starania, prawda? Warto zgłębiać takie zagadnienia, bo pewne rzeczy są zupełnie miedzygatunkowe i znajdują zastosowanie w wielu dziedzinach naszego życia.

niedziela, 20 listopada 2016

Nadrzędny cel

Pisałam już o nastawieniu, to teraz czas określić nasz cel. Cel jest obecny zawsze- taki ogólny, obowiązujący zawsze i taki malusi tylko przy tym pojedynczym spotkaniu. Musimy go mieć, bo tylko wtedy nasze działania przynoszą efekty.
Najwazniejsze jest, by dbać o własny rozwój. Żeby być lepszym człowiekiem, lepszym partnerem dla naszego konia, cały czas się uczyć i doskonalić. Wynajdywać to, co jeszcze nie wychodzi i zamiast robić sobie wyrzuty, wziąć się ostro do roboty i cieszyć się z tego, że mamy okazję do rozwoju. Nad tym możemy pracować bez konia, najlepiej by było, jakby taki nawyk się w nas zakorzenił jeszcze przed pierwszymi kontaktami z końmi. Trzeba umieć zauważyć błąd, zastanowić się, co było przyczyną i jak można to zmienić. I konsekwentnie wprowadzać to w życie. 
To można usłyszeć wszędzie- od muzyków, sportowców, artystów, że to czy tamto umożliwiło mi niesamowity rozwój, że tak naprawdę nie chodzi o to, kto najlepiej zaśpiewa, czy najszybciej pobiegnie, tylko o samodoskonalenie. Może się wydawać, że to takie gadanie, bo trzeba coś mądrego powiedzieć, przecież co ma wspólnego sprinter z malarką? Ano to, że nasz cały świat łączy się i przeplata, całe dobro, które jest tu, działa też tam. A nasze życie jest właśnie po to, żeby codziennie stawać się lepszą wersją siebie. Żeby być najlepszym sobą, jaki chodził po świecie.
Praca z końmi jest niezwykle wymagająca, bo jesteśmy w pełni odpowiedzialni za drugą istotę- bardzo wrażliwe stworzenie, na którym każdy nasz błąd zostawia ślad. Jeśli źle pobiegniesz czy zapomnisz tekstu na koncercie, to trudno, nie wygrasz, ale życie toczy się dalej. Następnym razem wyjdzie lepiej. A przy koniach? Niestety tu nie ma tak dobrze. Raz się zdenerwujesz i trzaśniesz konia batem, a możesz spowodować, że zamknie się w sobie i przestanie współpracować, zacznie się bać, a nawet zrobi się niebezpieczny, próbując jedynie uniknąć bólu, który już raz mu sprawiłeś. Potrzeba wiele wiedzy, szacunku i doświadczenia, aby stać się świetnym trenerem koni. A do tego wszyscy przecież dążymy- przy zwierzętach nie można pozwolić sobie na bycie byle jakim- trzeba być świetnym. Tylko wtedy współpraca będzie udana, a obie strony szczęśliwe. 
Na szczęście konie wybaczają nam wszystko, jeśli tylko nie będziemy popełniać tych samych błędów. Ale to nie znaczy, że zapominają. Odwrotnie niż u ludzi, nam łatwiej zapomnieć niż przebaczyć. To jedna z wielu rzeczy, której możemy nauczyć się od koni. One nie rozpamiętują- doświadczenia pojawiają się w ich umyśle dopiero pod wpływem konkretnego bodźca. Dlatego mogą reagować niespodziewanie. 
Mimo to, naprawdę wszystko da się naprawić, dlatego nie bój się działać! Wszyscy popełniamy błędy, ale żeby się rozwijać musimy wyjść ze swojej strefy komfortu. Robić coś nowego. Czasem nie wyjdzie.  Trudno, następnym razem zrobimy to inaczej i będzie lepiej. Wszyscy jesteśmy ludźmi i Boże to jest tak cudowne! Że robimy to samo, czujemy to samo, lubimy to samo, nieważne, czy jesteśmy początkującą dziewczynką czy samym Patem Parellim albo np Rihanną, Lewandowskim czy Johnnym Deppem. To jak będzie wyglądać nasze życie zależy tylko od nas! Dajcie z siebie wszystko, róbcie to co kochacie, a świat z pewnością o was usłyszy. Kto wie, kim możecie się stać, jeśli się teraz nie poddacie?
Nad czym należy popracować, aby uzyskać profity przy koniach? Na pewno wewnętrzny spokój i opanowanie. Konie bardzo łatwo przejmują nasze emocje, a konkretnie naszą energię. Samo zaciśnięcie dłoni może je nieźle zestresować. Poćwiczcie uspokajanie się w trudnych sytuacjach, panowanie nad emocjami, świadomość swojego ciała. Jeśli w naszym ciele są napięcia i usztywnienia, błyskawicznie przenosi się to na konia, dlatego musimy umieć zauważać takie rzeczy. I dbać o swoje zdrowie. Pisałam o tym tutaj
Zwracajmy uwagę na sygnały, które cały czas wysyłamy, a na które konie są bardzo wyczulone. Mową ciała i energią mówimy o sobie wszystko- jaki mamy nastrój, jak się czujemy w danej sytuacji, czy wiemy co robić, czy mamy jakieś ukryte stresy, a koń błyskawicznie to odczytuje. Przy koniach potrzebne jest dużo pewności siebie. Nie takiej krzyczącej i rozstawiającej po kątach, bo to jest oznaką jej braku. Takiej spokojnej, opanowanej, konsekwentnej. Czasem trzeba pokazać koniowi, że jesteśmy sprytniejsi, a jak trzeba to możemy kopnąć. Ale robimy to bez emocji. Dodajemy energii, nie złości. Kiedy konie uczą się nawzajem, często zdarza się, że dostaną kopniaka, bo nie zareagowały jak należy. W ten sposób się uczą, więcej tego nie zrobią. Po takiej lekcji wszystko wraca do normy- nikt nie jest obrażony, nikt się nie wścieka. Lekcja skończona. Tego też musimy się nauczyć, by być efektywnym przy koniach.
Warto pielęgnować w sobie wrażliwość i empatię, uważną obserwację i umiejętność wyciągania wniosków. Przy koniach musimy zwracać uwagę na każdy szczegół- poprzez mrugnięcie czy machnięcie ogonem koń może chcieć coś nam przekazać. Trzeba to zauważyć, zrozumieć i odpowiednio zareagować.
Zostawiając już doskonalenie siebie, przejdźmy do naszej relacji z koniem. To ona jest tu na pierwszym miejscu. Nie to, jak wysoko koń może skoczyć, czy zechce położyć się na zawołanie, czy wejść do przyczepy. Nie to, jak wychodzi nam jakaś zabawa. Zabawy dają nam język. Dzięki niemu możemy prosić konia o różne rzeczy, ale nie po to, by wykonał je jak najlepiej, ba nawet nie po to, żeby je wykonał, a po to, by poprawiać naszą relację. Koń powinien widzieć w nas dobrego przewodnika, któremu można zaufać, przyjaciela, który pomoże i ukocha, a jednocześnie postawi wyraźne granice i będzie konsekwentnie ich przestrzegał. Nam się wydaje, że koń będzie nieszczęśliwy, jeżeli będzie musiał ponieść konsekwencje. W rzeczywistości wcale tak nie jest. Konie (a także psy i ludzie) oczekują od nas, że będziemy uczciwi i szczerzy. Jeśli mówimy do konia "jak się nie ruszysz, to cię uderzę" a potem nie mamy serca tego zrobić, to koń czuje się oszukany. Wie, że nie nadajesz się na przywódcę, bo nie jesteś konsekwentny i ciagle zmieniasz zdanie. One lubią mieć uporządkowany świat. Tego nie można, a za to jest drapanko- jesli tak jest zawsze, koń nam ufa i jest z nami szczęśliwy.
Praca z końmi to nieustanny rozwój, który przynosi pożytek nam i całemu swiatu. Pamiętajmy, że los tak wspaniałych zwierząt jest w naszych rękach i nigdy nie przestawajmy dążyć do bycia coraz lepszą wersją siebie. 
Bądźmy takim człowiekiem, z którym koń będzie chciał być. Do którego przybiegnie i pastwiska, jak tylko zobaczy go na horyzoncie. Któremu będzie dziękował za to, że jest. Przy którym będzie czuł się na tyle bezpiecznie, żeby się położyć, a nawet pozwolić wejść na swój grzbiet.
Leżymy sobie z Amberkiem <3


ENGLISH VERSION HERE!

środa, 9 listopada 2016

Zrozumieć konia

Żeby dogadać się z koniem najpierw musimy zrozumieć, jak on widzi świat. Poznać jego sposób myślenia i reakcje na różne bodźce. W tym na nasze zachowanie. Bo konie są od nas totalnie inne i widzą wszystko w innym świetle.
Przede wszystkim konie to zwierzęta uciekające. Ofiary drapieżników. Nie mogące pozwolić sobie na najdrobniejszy błąd, chwilę zawachania, bo to może oznaczać śmierć. Konie z natury są sceptycznie nastawione do nowych rzeczy, boją się ich. W naturze drapieżnik może czaić się dosłownie wszędzie. Każdy szelest czy cień nad głową może zwiastować zagrożenie. Te zwierzęta świetnie się przystosowały do takiego trybu życia. Śpią 2-3 godziny dziennie. Ich ciała są stworzone do ucieczki. Długie, wytrzymałe nogi, silne mięśnie, błyskawiczna reakcja. U psa czas reakcji wynosi max 15 sekund, u konia 3. Oczywiście zazwyczaj jest dużo krótszy. Pies jest drapieżnikiem. Koń jako ofiara musi reagować szybciej, żeby przeżyć. Ludzie też są drapieżnikami, reagują wolniej i mają bardzo dużo zachowań, na ogół nieświadomych, które mówią koniowi "uważaj, drapieżnik się zbliża". I przerażają go. A jeżeli chcemy konia czegoś nauczyć, musi być on spokojny i zrelaksowany, inaczej nie wyciągnie z naszych nauk niczego. Tylko zestresuje się jeszcze bardziej. O sygnałach które bez przerwy wysyłamy otoczeniu napiszę niedługo, bo to niezwykłe ważne, nawet jeśli nie pracujemy z końmi. 
Konie najpierw uciekają, pozniej myślą. To bardzo silny instynkt, bo natura nie może sobie pozwolić na to, żeby nie zadziałał. Sprawdzał się przez miliony lat. A coś tak silnego i ważnego, zakorzenionego w końskiej psychice bardzo mocno jako fundamentalne prawo, nie może sobie nagle ot tak zniknąć. Dlatego udomowione konie nadal przejawiają takie zachowania, mimo że nic na nie nie poluje. Absolutnie nie możemy ich za to karać, bo jedyny skutek jaki w ten sposób osiągniemy to jeszcze większe przerażenie konia i absolutny brak zaufania. Nawet jeśli wydaje nam się, że uciekanie przed torebką jest śmieszne, albo głupie, postarajmy się zrozumieć. To my musimy się rozwijać, żeby jak najlepiej komunikować się z końmi. 
 Aby jeszcze skuteczniej chronić się przed drapieżnikami, kopytne żyją w stadach. Dzięki temu jest większa szansa, że któryś osobnik dostrzeże zagrożenie i w porę ostrzegnie resztę. W stadzie lepiej się odpoczywa, bo kiedy ty śpisz, ktoś inny czuwa. Ma to też niepodważalne zalety podczas ucieczki- drapieżnikowi ciężko jest wbić się w całe stado dużych, silnych zwierząt, łatwiej jest polować na samotników. Dlatego konie panicznie boją się samotności. Niektóre oddzielone wpadają w panikę i nie widzą już kompletnie świata dookoła. Sprawiają zagrożenie dla siebie i otoczenia. Ale jest to kompletnie zrozumiałe- dla konia na wolności samotność=śmierć. 
Wbrew pozorom ma to też sporo zalet. Konie bardzo potrzebują stada, lubią być z innymi, co daje szansę nam. Takie stado może składać się z koni i ludzi. Byle było. I dzięki temu możemy zrobić z końmi tyle rzeczy. Gdyby nie były zainteresowane tworzeniem stada raczej ciężko byłoby cokolwiek osiągnąć. Kiedy opanujemy koński język i przekonamy konia, że nie jesteśmy głodnymi drapieżnikami, tylko chcemy stworzyć z nim stado bez wątpienia wszystko przyjdzie nam dużo łatwiej. Zwłaszcza, że konie naśladują swoich towarzyszy, naśladują więc też i nas. Jeśli będziemy spokojni przy czymś, co przeraża konia, będzie łatwiej mu się uspokoić. Itp.
W stadzie zawsze jest ktoś, kto przewodzi. Klacz alfa. Najmądrzejsza, najbardziej doświadczona. Ona decyduje, czy uciekać, czy nie, bo gdyby konie biegały cały dzień, uciekając przed każdym szelestem, w końcu opadłyby z sił, a wtedy mogloby się zjawić prawdziwe zagrożenie. Ona prowadzi całe stado, nawet jeśli nie idzie pierwsza. Ona dyscyplinuje wszystkich jego członków. Zajmuje się wszystkim. Ogier, tak osławiony w opowieściach nie gra zbyt dużej roli w stadzie. Pilnuje swoich klaczy przed innymi ogierami, które mogłyby chcieć je ukraść. Zapładnia klacz alfa. Czasem broni przed drapieżnikami. I tyle. Nie rządzi. Zwykle stado sklada się z około ośmiu osobników- klaczy alfa, ogiera, ich dzieci i innych klaczy. Młode klaczki zostają w stadzie, natomiast ogierki kiedy podrosną są z niego wyrzucane i muszą założyć wlasne. Zanim to zrobią często łączą się w paczki 2-4 ogierów. I szaleją jak to młode chłopaki.
W każdym stadzie musi być przywódca. W naturze klacz alfa, na padokach niekoniecznie klacz, ale hierarchia jest zawsze ściśle ustalona. Ściśle, ale nie na stałe. Konie codziennie testują swoich towarzyszy, sprawdzają czy nadal nadają się na tą wyższa pozycję. Nie dlatego, że mają ambicję i chcą być jak najwyżej. Każdemu z nich zależy na tym, by przeżyć, a żeby stado przeżyło dowódca musi być w 100% sprawny i inteligentny. Od niego zależy życie innych. Jeśli nikt nie nadaje się na przywódcę, koń sam obejmuje tę rolę. Dokładnie to samo dzieje się w stadach końsko-ludzkich. To człowiek musi być przywódcą. Nie ma innej opcji. My jesteśmy madrzejsi, wiemy więcej o świecie, w którym żyjemy i musimy zapewnić naszemu koniowi oparcie. Nie da się po prostu być z koniem. Tworzycie grupę. Ktoś musi być w niej alfą i nie twój koń, tylko ty. On będzie cię sprawdzał, codziennie testował czy jesteś wystarczającą sprytny i zaradny, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo. Musisz być. Konie bardzo nie chcą być przywódcą. To ogromny ciężar. Dlatego to nasza rola. Dajmy naszemu przyjacielowi się rozluźnić, zapomnieć o problemach, przekonując go, że cokolwiek by się nie działo, z nami będzie bezpieczny. Że może nam zaufać. Będzie wdzięczny, obiecuję. I zrobi wszystko, o co poprosisz.
Nie wszystkie konie reagują tak gwałtownie i instynktownie. To zależy od doświadczeń danego zwierzaka, jego osobowości, rasy i wielu innych rzeczy. Może się wydawać, że niektórych koni w ogóle nie dotyczy to, co tu napisałam. A jednak. One potrafią sobie z tym radzić, wiedzą że w naszym świecie nic im nie zagraża, dlatego tak się zachowują. Ale mają takie same instynkty, jak wszystkie inne.
Nie napisałam tu jeszcze o paru ważnych rzeczach, jakich jak klaustrofobia czy instynkt przeciwstawiania, a to dlatego, że odnoszą się one do poszczególnych zabaw, a je będę opisywać osobno.
Mam wrażenie że o naturze konia mogłabym pisać cały dzień i i tak by było mało, ale w sumie to nie jest dziwne, bo cały natural opiera się na znajomości końskiej natury. Dlatego jeszcze nie raz o tym przeczytacie.
Dobrego dnia wszystkim! I dużo śniegu. Ja już mam hihihi 😁

piątek, 4 listopada 2016

Największe znaczenie ma nastawienie

Jak mawia Linda Parelli Natural horsemanship is an attitude not a technique czyli jeździectwo naturalne to nastawienie, a nie technika.
Ostatnio wyjaśniałam, czym są zabawy, teraz czas na coś ważniejszego. Tak naprawdę to, jakiej techniki używasz nie ma znaczenia, jeśli masz odpowiednie nastawienie, wiedzę i zrozumienie konia. Nie bawimy się po to, żeby koń perfekcyjnie wchodził na podest, czy zagalopowywał zawsze z dobrej nogi. Bawimy się po to, żeby rozwijać nasze relacje, przyjaźń, partnerstwo, zaufanie. Po to, żeby koń chciał być z nami i robić dla nas różne rzeczy. I żebyśmy czuli się razem najlepiej na świecie.
Pierwsze, o czym zawsze powinniśmy myśleć, to dobro konia. Nie ważne, co myślą inni ludzie, co radzą, o co proszą. Jeśli nie będzie to dobre dla twojego konia, nie rób tego. To twój koń. Twój. Zawsze szukaj najlepszych rozwiązań, ucz się cały czas. Nigdy nie możesz powiedzieć, że umiesz wszystko. Nikt nie może. Nawet mistrz świata. A twój koń będzie ci wdzięczny. Nowa wiedza może być niewygodna, bo na przykład okaże się, że siodło, którego używasz sieje spustoszenie w ciele konia i wyrządza mu wiele bólu. I trzeba kupić nowe. To czy nie lepiej nie wiedzieć? Oceńcie sami. Czy chcecie być odpowiedzialni za cierpienie zwierzęcia, skazanego na was, na wasze zachcianki, chcecie, by miał kontuzje, zwyrodnienia, problemy psychiczne, narowy, żeby był nieszczęśliwy?
Czy może wolicie postarać się bardziej i dać koniowi wszystko, co mu do szczęścia potrzebne, nawet rezygnując ze swoich przyjemności i nie patrząc na innych ludzi?
Ważne jest to, by kochać swojego konia. Bardzo i na zawsze. Nieważne, jaki on jest. Miłość jest absolutną podstawą.
Jest najważniejsza z 3L: Love, Language, Leadership (miłość, język, przywództwo), które są podstawowymi elementami udanej pracy z koniem. Powinny być obecne na każdym treningu.
Z Amberkiem, koniem z filmiku przez pierwszy rok po prostu szliśmy na padok, żeby tam stać przez godzinę i się przytulać. Wtedy nie byłam gotowa na więcej, ale dało nam to solidne podstawy i zwróciło się 10-krotnie 😁
Tego, by kochać bez względu na wszystko nauczyła mnie chyba moja sunia, Nela. Kiedyś kiedyś obie byłyśmy małe ćwiczyłyśmy skoki i bardzo to obie lubiliśmy, ale byłam dzieckiem, szybko mi się nudziło, chciałam tylko wyżej i wyżej, a nie wiedziałam nic o prawidłowym treningu, więc popsułam nieco zdrowie biednej Kluseczki. Nie mogła już skakać. A ja nie chciałam takiego psa. Chciałam młodego, zdrowego sportowca. Border Collie. Ale nie dostałam. Nic nie dzieje się przypadkowo. Tego właśnie potrzebowałam, chociaż wcale nie byłam zachwycona. W moim życiu pojawiły się konie, dużo książek a razem z nimi i wiedza. Więc treningi były, dużo drążków, trochę skoków. Ale w końcu zrozumiałam, że nie tędy droga. Pies jest ważniejszy niż moje marzenia. Przestałyśmy skakać. I nagle okazało się, że z takim psem też można się świetnie bawić i prowadzić super ciekawe treningi. Właśnie dzisiaj miałyśmy wyjątkowo udany. Ponieważ najlepszym chodem dla czworonogów jest kłus, zawsze zależy mi, żeby Nela poruszała się właśnie ten sposób. Przez zwyrodnienie kręgosłupa często wpada w inochód, a to bardzo niezdrowe. Nauczyłam ją tego i jestem w stanie kontrolować głównie głosem, sporadycznie z pomocą smyczy, jakim chodem się porusza. Nie udało mi się jeszcze wypracować zmiany tempa w jednym chodzie, ale to nie jest aż tak ważne. Nela zwykle na spacerach wchodzi w swój świat i kompletnie nie zwraca na mnie uwagi, dlatego niezmiernie cieszą mnie takie dni jak ten, kiedy współpracuje idealnie i z radością. Nawet kiedy nie jest na smyczy! Kocham tego kłębuszka najbardziej na świecie ❤
Nigdy nie pozwólmy, żeby zaślepiała nas ambicja. Nasz koń może nie mieć do czegoś talentu, predyspozycji, przygotowania, ochoty, może mieć gorszy dzień i nie być w nastroju na trening skoków, albo naukę skomplikowanych elementów ujeżdżeniowych. Konie też mają lepsze i gorsze dni, mają swoje charaktery i doświadczenia. Niektóre rzeczy ledwo zauważalne dla większości mogą być przeszkodą nie do pokonania dla twojego konia. Daj mu czas. Nie naciskaj. Rozwijaj partnerstwo, przyjaźń i przywództwo, a może okaże się w pewnym momencie, że problemu już nie ma. Na spokojnie. Nie dziś to jutro. Dwa kroczki, a nie dwadzieścia? Super! O to chodzi, tak się dochodzi do sukcesu!
Bawiąc się z końmi zawsze powinniśmy być pozytywnie nastawieni i spokojni. Inaczej koń nie będzie nam ufał i postawi siebie w roli przywódcy. Musimy widzieć siebie w tej roli. Ale nie przywódcy-tyrana. Przywódcy-przyjaciela i partnera. Ważne jest poczucie, że wiemy co robimy i dlaczego. Pewność siebie. I szacunek dla konia. A wtedy wszystko dzieje się samo. I jest pięknie!
Jeśli podoba wam się to co piszę (czy też nie), albo macie coś do dodania komentujcie proszę. To bardzo cieszy 😁
Zapraszam tutaj! Jak zrozumieć konia 😀
A tutaj rozwiewam wszelkie wątpliwości związane z Parellim
A tu o tym, jak dbać o zdrowie