Oprócz celu, który powinien przyświecać koniarzom bez przerwy (więcej TUTAJ), podczas pojedynczego spotkania z koniem powinniśmy mieć w głowie to, do czego dzisiaj dążymy. To ma być jedna rzecz, konkretna. Im bardziej jesteśmy zaawansowani, tym bardziej może być skomplikowana, jednak pamiętajmy, że zajmujemy się zawsze jednym aspektem danej sprawy na raz. Nawet jak jeździmy konia Grand Prix, to podczas jednego treningu piruetow w galopie skupiamy się na przykład na prawidłowej pracy tylnych nóg, na kolejnym na rytmie, na jeszcze kolejnym na ustawieniu przodu konia. Dopiero jak te wszystkie elementy będą nam wychodzić doskonale, łączymy je w całość. Oczywiście im mniej czasu spędziliśmy na rozwijaniu relacji z koniem, tym prostsze cele powinniśmy przed sobą stawiać. To może być chodzenie na luźnej linie, albo nawet po prostu bycie ze sobą, nie obok, ale razem. Takie spędzanie czasu z koniem na pastwisku może nam dać zaskakująco dużo dobrego.
Pamiętajmy, że jeśli koń czegoś nie robi, to możliwości są tylko trzy: nie rozumie, boi się lub nie jest w stanie fizycznie tego wykonać. Nasza rola jest taka, żeby przekazać mu wszystko tak, by zrozumiał i wiedział dokładnie, o co chodzi. Bez tego będzie się czuł jak obcokrajowiec w przekrzykujacej się grupie arabów- nie dość, że nic nie zrozumie, to jeszcze porządnie się wystraszy. Jeżeli coś nam nie wychodzi to najprawdopodobniej oznacza to, że źle prosimy o to konia. Jedyna inna opcja to jego fizyczne ograniczenia. Sam Pat ma takie powiedzenie, że jeśli koń odpowiada "nie", zdałeś złe pytanie, lub zdałeś pytanie źle. Dążymy do tego, żeby koń mówił "Odpowiedź brzmi tak, ale jakie było pytanie?".
Dlatego też cel, który sobie stawiamy, dotyczy nas i tego co robimy, jakkolwiek by się nie wydawało, że to sprawa samego konia (np. sposób ułożenia ciała, czy uważne patrzenie pod nogi). Owszem, często chodzi o to, żeby koń coś zrobił, ale to my go o to prosimy i to my mamy wiedzieć, jakich sygnałów użyć.
Podczas jednego z kursów z Julią Opawską (zapraszam do niej) nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy, która jest głównym tematem dzisiejszego wpisu.
A jest to fakt, że podczas pracy z koniem powinniśmy mieć w głowie bardzo dokładnie opracowany nasz cel. Warto wcześniej przemyśleć, co będziemy robić. Spontaniczne szaleństwo jest super, ale tylko kiedy mamy z koniem ustaloną relację i język i przy robieniu rzeczy, ktore już świetnie wychodzą. Ale żeby się rozwijać musimy wychodzić ze swojej strefy komfortu i robić cały czas coś nowego.
Zanim weźmiemy się za wyjaśnianie koniowy o co tym razem nam chodzi, wyobraźmy sobie dokładnie jak to ma wyglądać. Czego chcemy, jak można to osiągnąć, najlepiej na kilka sposobów, bo może się okazać, że któryś nie działa, bardzo dokładnie wszystkie nasze ruchy, postawę, zmiany energii, narzędzia i zabawy, których będziemy używać. Znając trochę konie możemy przewidziec kilka możliwych reakcji i na spokojnie zaplanować odpowiednią do nich odpowiedź. Oczywiście po nabraniu doświadczenia będziecie robić to instynktownie i takie przygotowania nie będą konieczne, jednak na początku mogą być bardzo pomocne. Pamiętajmy cały czas o tym, że to nasza relacja z koniem jest najważniejsza. Nigdy nie wymagajmy za dużo. Lepiej prosić o malutko, niż o za dużo, bo koń może stracić wiarę w siebie i chęć do współpracy z nami. Wszystko trzeba dostosować do sytuacji. Są konie, dla których samo patrzenie na podest może być stresujące i w takim wypadku nagroda należy im się właśnie za to. Możliwe, że kiedy pokażemy takiemu koniowi jaki jest dzielny i mądry, nabierze trochę pewności siebie i podejdzie bliżej, dotknie nosem. Małe kroczki, zawsze małe kroczki.
Innym koniom pomysł z podestem może bardzo się spodobać i okazać się może, że już na pierwszej sesji postawią na nim dwie nogi. Nie spowalniajmy takiego konia. Jest odważny, ciekawski, rozwojowy. To bardzo pożądane cechy. Idźmy dalej, jednak nie na siłę i nie za dużo na raz. Sesje powinny być krótkie i bezwzględnie zakończone sukcesem. Nawet drobniusieńkim. Jeśli koń bez naszej ingerencji wejdzie dwoma nogami na podest (zwłaszcza jeśli zrobi to pierwszy raz) nie prosmy go o więcej. Niech postoi na tym podeście jeśli ma ochotę, jeśli nie, niech zejdzie. Głaszczmy go dużo i chwalmy. I najlepiej od razu skończmy trening. Albo pójdźmy na trawkę.
W przeciwnym razie koń się zrazi, bo zobaczy, że mimo jego starań nigdy nie jesteśmy zadowoleni i ciągle chcemy więcej. A z kimś takim źle się pracuje.
Kolejna rzecz, której uczą nas konie, bardzo przydatna w życiu. O ile przyjemniej będzie naszemu otoczeniu jeśli będziemy traktować innych z szacunkiem i doceniać ich starania, prawda? Warto zgłębiać takie zagadnienia, bo pewne rzeczy są zupełnie miedzygatunkowe i znajdują zastosowanie w wielu dziedzinach naszego życia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz