Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 15 maja 2017

Circling Game

Zabawa w okrążanie jest połączeniem przede wszystkim Driving i Yo-yo Game. Prosimy konia, aby nas okrążał w poleconym tempie, chodzie i kierunku. Zadaniem konia jest ich samodzielne utrzymanie.
Zaczynamy robiąc yo-yo, aż koń znajdzie się na końcu liny na wprost nas. Wybieramy kierunek, w którym chcemy żeby poszedł. Jeżeli w nasze prawo, wystawiamy prawą nogę w bok, prawą rękę z liną wyciągamy na całą długość w bok i do góry- pokazujemy kierunek. Nabieramy energii, aby koń poczuł czego od niego oczekujemy. W drugiej fazie podnosimy Carrot Sticka, którego trzymamy w lewej ręce. Sugerujemy koniowi, aby się ruszył, a jeśli to nie działa, kręcimy w jego kierunku savvy stringiem. Ostatnią fazą, jeśli koń się nie poruszy, jest mocne uderzenie go stringiem, tak naprawdę w dowolne miejsce, byle od łopatek w tył. Dlaczego tak jest wytłumaczę w jednym z kolejnych postów. W razie potrzeby fazy można powtórzyć. Trzeba pamiętać, że jeśli koń dopiero zaczyna się z nami bawić, należy go nagradzać za najmniejszy właściwy ruch, nawet samo przesunięcie ciężaru ciała. Jeżeli koń zrozumiał o co chodzi i ruszył, świetnie. Tutaj nasza rola chwilowo się kończy. Dajemy mu wykonywać zadanie. Rozluźniamy jedną nogę, pozbywamy się wszelkiego napięcia, opuszczamy głowę, relaksujemy ramiona. Carrot stick możemy oprzeć o brzuch. W miarę jak koń nas okrąża, przekładamy linę z ręki do ręki za plecami, nie odwracamy się. W ogóle nie robimy nic. Staramy się nie wywierać żadnego wpływu na konia. Jeśli zdarzy się, a najprawdopodobniej tak na początku będzie, że koń zatrzyma się, zmieni chód, kierunek, zacznie wydziwiać od razu odwracamy się w jego kierunku i powtarzamy elementy odesłania. Robimy je powoli jeśli koń po prostu nie rozumie o co go prosimy. Gdy jednak po prostu ma takie widzimisię, pokazujemy wyraźnie że owszem, dostaje dużo swobody, ale to my jesteśmy alfą. Nie zaczynamy od pierwszej fazy- on nie wykonuje swojego zadania, wiedząc o co go prosiliśmy, zatem dostaje od razu fazę czwartą. Uderzenie stringiem. To ma być nieprzyjemne, ma boleć. Tylko w ten sposób koń zrozumie i już wkrótce okaże się że nie musimy w ogóle używać fazy czwartej- koń nam wierzy że możemy to zrobić, więc nie potrzebuje kolejnego potwierdzenia.
Wykonujemy od dwóch do czterech okrążeń w jedną stronę. Tyle daje nam gwarancję że koń nas szanuje i rozumie zadanie, natomiast przy większej liczbie jego mózg się wyłącza i zaczyna bezmyślnie przebierać nogami. A tego nie chcemy. Jeżeli tą zabawę traktujemy jako sposób na wypracowanie kondycji czy wyrzucenie nadmiaru energii, musimy wymyślać wiele urozmaiceń, by koń się nie nudził.
Kiedy uznamy, że rozumie o co chodzi i już wystarczy, zatrzymujemy go. W tym celu wykonujemy odangażowanie tylnych nóg- chcemy żeby koń odsunął je od nas  tak, by stać do nas przodem. Robimy to podobnie jak przy przedstawianiu zadu w Driving Game. Czekamy aż koń wbiegnie przed nas i zaczynamy działać na jego zad. Pochylamy się, wbijając w niego ostry wzrok. Jeśli to nie działa, podnosimy Carrot sticka tak, jakbyśmy jego bokiem chcieli uderzyć konia. Po trzech sekundach uderzamy nim moco w ziemię, natomiast jeśli i to nie daje skutku, kręcimy savvy stringiem tak, by uderzyć konia w zad. Na to na pewno zareaguje. Jeśli zdarzy się że nie zrobi tego tak, jak byśmy chcieli- przyspieszy, zacznie kopać, brykać, próbować nas atakować, nic sobie z tego nie robimy, tylko zaczynamy od  początku. Chodzi o to żeby zrozumiał. Jeśli choć raz odpuścimy przy zachowaniu, którego nie chcemy, koń będzie je powtarzał, bo zapamięta że to dało dobry efekt. Konie szybko się uczą. Kiedy nasz partner stanie już przodem do nas wylewnie go chwalimy. Ważne jednak, żeby jeśli chcemy go pogłaskać, poprosić o to żeby do nas podszedł. Nie pozwalajmy mu robić tego zawsze kiedy ma ochotę, powinien pytać o pozwolenie. To nasza strefa osobista. Prywatna. Konie też ją mają i tak samo mają prawo do niej kogoś nie wpuścić.  Dzięki temu będziemy bezpieczni, bo koń sobie zakoduje że nie można na nas ot tak włazić, co się bardzo przydaje kiedy się czegoś przestraszy. Po drugie kiedy mu pozwolimy będzie się dużo bardziej z tego cieszył.
Kiedy koń jest na kole i zrozumie już podstawowe zasady tej zabawy, możemy ją urozmaicić, prosząc o zmianę chodu, prędkości, czy kierunku. Jeśli chcemy poprosić konia o przyspieszenie, przede wszystkim jak zawsze podnosimy energię. Ręką trzymającą linę pokazujemy kierunek, tak ja przy wysyłaniu na koło. Następnie zaczynamy uderzać stringiem z ziemię za koniem. Pierwsze uderzenie jest tak daleko jak to tylko możliwe. Trzymamy  ramiona maksymalnie otwarte i w takiej pozycji uderzamy. Następne uderzenie jest mniej więcej w połowie tego dystansu, trzecie tuż za koniem, czwarte prosto w zad. Ważne żeby cały czas pokazywać kierunek, żeby koń rozumiał o co chodzi.
Jeśli chcemy żeby zwolnił, fazy wyglądają podobnie, z tym że nie uderzamy w ziemię, tylko trzymamy wyciągniętego sticka przed końskim nosem. Najpierw w odległości połowy koła, potem coraz bliżej, az przed sam nos. Obniżamy energię, żeby koń zrozumiał o co chodzi. Jeżeli nie załapie od razu, co jest bardzo prawdopodobne, robimy wszystko, żeby naprowadzić go na właściwy trop. Możemy machać stickiem, stringiem, potrząsać liną, cokolwiek co pomoże mu zrozumieć. Chwalimy za najmniejsze próby i jako że konie są bystre, powinny szybko nauczyć się o co nam chodzi.
Nieco bardziej skomplikowana jest zmiana kierunku. Ale spokojnie, tylko troszeczkę 😉 Aby ją wykonać, dobrze jest najpierw ułożyć w głowie wszystko o czym musimy pamiętać. Przede wszystkim trzymanie sprzętu. Podczas zabawy trzymamy linę w ręce bliżej nosa konia, w tą stronę porusza się koń. Kiedy szykujemy się do zmiany kierunku, zamieniamy miejscami linę ze stickiem. Dajmy na to: koń porusza się w lewo, początkowo trzymamy linę w lewej dłoni, sticka w prawej. Kiedy już je zamienimy, czekamy aż koń znajdzie się bokiem przed nami. Wtedy przekładamy sticka pod liną, trzymając go nadal w lewej ręce i przestawiamy zad. Robimy przy tym kroczek do tyłu, dając mu na to miejsce. Kiedy koń skieruje się w naszą stronę, wyciągamy carrot stick spod liny i wysuwamy maksymalnie w lewo, tak, by przestawić głowę i szyję konia w prawo. Jednocześnie pokazujemy kierunek (prawo) i podchodzimy lekko w stronę konia, tak by go zepchnąć na właściwy tor.
Ważne jest żeby nie mylić tej zabawy z lonżowaniem, które wymaga od konia zaangażowania fizycznego, natomiast zupełnie wyłącza myślenie. My chcemy żeby myślał, rozwiązywał zadania, a nie bezmyślnie wykonywał polecenia. Dlatego pozwalamy mu popełniać błędy, rozwijać się. Jeśli nigdy nie damy koniom popełniać błędów, nigdy nie zrozumieją jak powinny postępować i dlaczego. Zatem nie latamy za koniem z batem, pilnując żeby tylko nie zmienił chodu. Dajemy mu zadanie i zostawiamy samego. Jeśli wykonuje je poprawnie- super, nie wtrącamy się. Natomiast jeśli nie, od razu nakierowujemy go na właściwe tory.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz