Od pewnego czasu często odwiedzam stajnię znajdującą się niedaleko mojego domu. Regularnie zaczęłam to robić dopiero niedawno, jednak moje losy już od wczesnego dzieciństwa związane były z tym miejscem. To tu spotkałam i wsiadłam na swojego pierwszego kucyka, co dobrze pamiętam mimo że miałam około czterech lat. Piękny dzień, piękny koń, piękne wspomnienia. Wiele lat później, zupełnie nie wiążąc początkowo tych wydarzeń, trafiłam na tą stajnię kolejny raz. Tym razem dlatego, że byłam już zainteresowana naturalnym jeździectwem. Od tamtej pory parokrotnie odwiedzałam Julkę i jej stado, niestety zdarzało się to naprawdę rzadko. Aż do teraz, bo pod koniec kwietnia umówiłam się z właścicielką tak stajni, jak i większości koni na dzierżawę jednego z nich.
Bahri Bay, tudzież Siwy to trzyletni małopolski ogier. Zupełnie inny niż wszystkie konie, z ktorymj wcześniej miałam doczynienia. W moim odczuciu bardzo żywiołowy i energiczny. Pewny siebie, potrzebuje wyraźnego pokazania, kto jest alfą w naszym stadzie. Oczywiście zdarza mu się zachowywać jak dziki ogier, szaleństwa, popisówy przed koleżankami, bywa że się wkurza i próbuje zastraszyć, czy to skacząc przednimi nogami, czy kopiąc tylnymi. Czasem coś mu odbije i nagle wyrywa się z całej siły, co niestety już dwa razy skończyło się tym że wyrwał mi linę i uciekł, bo byłam zupełnie nieprzygotowana 😂
Ale tak naprawdę jest bardzo dobrym, grzecznym, miłym koniem. Spotkaliśmy się mniej niż 10 razy i udało mi się mniej wiecej przekazać mu, że to ja mam w tym stadzie być liderem. To nie takie proste i tak naprawdę trzeba o tym konia przekonywać cały czas. Nie dlatego że on by chciał być ważny, po prostu musi mieć pewność że można ci zaufać, że będziesz dobrym przewodnikiem. Bo jeśli on będzie lepszym, chcąc nie chcąc będzie musiał zająć tą pozycję, by zapewnić sobie przetrwanie. Tak właśnie myśli koń.
Ze spotkania na spotkanie dogadujemy się coraz lepiej. Próby przestawiania mnie czy straszenia już prawie się nie zdarzają, to było po prostu ustalanie pozycji w stadzie. Siwy musiał sprawdzić, kto z nas jest sliniejszy i sprytniejszy- ja na niego działam carrot stickiem, a on jeśli uzna że za bardzo się rządzę i za dużo wymagam, pokazuje że on też potrafi- ma kopytka i ząbki, duży z niego zwierz. Ale, sama jestem zaskoczona jak dobrze mi to idzie, udaje mi się utrzymać swoją pozycję, chociaż pierwszy raz mam do czynienia z tak energicznym i pewnym siebie koniem, w dodatku ogierem.
Bahri jest o tyle fajny, że owszem, pewnych rzeczy się boi mocno, ale na ogół nie tych między nogami. Nie do końca panuje jeszcze nad swoimi nogami, dlatego zdarza mu się zaplątać w drągi, jakieś krzaki, beczki czy nawet krzesła. Mimo że czasem ciężko się z tego oswobodzić, nie wpada w panikę, jakby to zrobiło dużo koni. Po prostu ze zdziwioną miną patrzy między swoje nogi "ooo a co to się stało?" troszkę pofruka, po czym odrobinę niezdarnie, ale na ogół zupełnie spokojnie wygrzebuje nóżki. Jedyną oznaką, że była to jednak stresująca sytuacja, jest głębokie westchnienie ulgi, kiedy już stanie swobodnie. I szybciutkie przeżucie. Myśli.
Jestem zaskoczona jak szybko Siwy się uczy. Jednego dnia przez pół godziny męczyliśmy dany element, żeby zrozumiał o co chodzi, wychodziło coś nie coś ale w dobrym kierunku. Przychodzę za tydzień, a on już doskonale to umie i tak naprawdę nie trzeba go za bardzo naprowadzać na rozwiązanie! Młode konie są cudowne. ❤
Jadę do niego jutro, już się nie mogę doczekać czego nauczyc mnie tym razem!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz