A dobra podstawa to dobry instruktor.
Obserwuję pewne niezbyt ciekawe zjawisko, pojawiające się we wszystkich dziedzinach życia, a zwłaszcza tam, gdzie zachodzi proces uczenia. Zdarza się w szkołach, domach, klubach sportowych i niestety bardzo często wśród koniarzy. W większości szkółek jeździeckich trafia się na instruktorów, którzy uczą za pomocą utartych sformułowań, bez zrozumienia, o co tak naprawdę w nich chodzi i przede wszystkim bez wytłumaczenia tego uczniom. "Palce na zewnątrz, plecy proste, koń ma mieć głowę w dole" i cała masa innych poleceń tak naprawdę wyrządza nam tylko szkody. Najlepsi jeźdźcy powiedzą ci, że trzymanie palców na siłę na zewnątrz utrudnia utrzymywanie prawidłowego dosiadu, przenosi ciężar ciała tam, gdzie go być nie powinno, zmienia jego ułożenie i pozbawia nas równowagi. Stopy trzymamy równolegle do boku konia lub trochę na zewnątrz, ale przede wszystkim swobodnie. Prawidłowe ułożenie stopy jest efektem rozluźnienia całej nogi. To samo z kręgosłupem. Niewyjasnianie o co chodzi w "prostych plecach" prowadzi do przeprostów, usztywnień, a wraz z nimi dużych problemów z dosiadem a nawet kontuzji. Pamiętam swój pierwszy galop- słyszałam ciągle, że mam odchylić plecy do tyłu i się rozluźnić, co samo w sobie nie było zła radą, tylko niedokladną, bo chodziło o to, by cofnąć część lędźwiową, a ja złapałam się z przodu siodła i odchyliłam owszem, ale górną część tułowia. Rezultatem był oczywiście totalny brak równowagi i gdyby nie to, że miałam spokojnego konia i trzymałam się siodła na pewno od razu bym zleciała...
Wiele osób w treningu dąży do tego, aby ich koń opuścił głowę, ponieważ wiedzą, że tak jest dobrze. Tyle że nie wiedzą dlaczego i o co tak naprawdę w tym chodzi. Więc używają wypinaczy i innych patentów, które sztucznie zmuszają konia do przybrania określonej pozycji. Nie o to chodzi. Koń ma znaleść swoją równowagę w ruchu, rozluźnić się i dopiero jak to zrobi, bez wątpienia sam z dużą przyjemnością opuści głowę i rozciągnie grzbiet. Równowaga konia jest niezwykle ważna. Zanim w ogóle pomyślimy o wsiadaniu, nawet jeśli na koniu już ktoś jeździł, musimy popracować nad tym z ziemi. Musimy pomóc koniowi odnaleść taką pozycję, w której jest mu wygodnie w każdym chodzie, w której jego mięśnie pracują z lekkością i radością. Poza tym potrzeba naprawdę wielu ćwiczeń, żeby koń rozbudował mięśnie na tyle, żeby był w stanie dźwigać jeźdźca bez szwanku. Duużo biegania w wydłużonej, niskiej pozycji, drążki, górki, skoki gimnastyczne... Jeśli naprawdę dbamy o naszego konia nie możemy o tym zapomnieć. Nawet jeśli regularnie jeździmy to praca z ziemi bez siodła i obciążenia świetnie zrobi naszemu partnerowi. Jest jeszcze jedna niezwykle istotna rzecz, której nie możemy pominąć-kwestia rozłożenia ciężaru konia (i jeźdźca). Koń, aby nie nabawić się kontuzji i móc bez problemu i z łatwością wykonywać swoje zadania powinien nauczyć się przenosić swój ciężar na tylne nogi. Są one bardzo silne i w przeciwieństwie do przednich poradzą sobie z ciężarem tak konia, jak i jeźdźca. U dobrze zrównoważonego konia tylne nogi wchodzą głęboko pod brzuch, płynnie przejmując ciężar, a dzięki temu uaktywnia się wiele mięśni, odblokowują się przednie nogi- mogą być podniesione wyżej i wysunięte dalej i co najważniejsze kiedy koń jest zaokrąglony, z podstawionym zadem możliwy jest przepływ energii z zadu (motoru konia) przez jego ciało, do samego przodu. Jak widać podstawienie tylnych nóg jest naprawdę istotne, a naszym zadaniem, jako przyjacieli naszych koni jest pomóc im zrozumieć, jakie korzyści daje taka pozycja i jak mają ją przyjąć, bo one tego nie wiedzą, a na pewno będą za to wdzięczne. Tak naprawdę przeczytać o tym można w każdej dobrej książce, a jednak bardzo często, zwłaszcza w stajniach rekreacyjnych i wiejskich można zobaczyć wręcz koszmarny obrazek konia, z zadartą głową, opuszczonym brzuchem, tylnymi nogami wlokącymi się gdzieś daleko z tyłu... Taki koń sam nie potrafi znaleść równowagi, a co dopiero z jeźdźcem! Niestety nikt tego nie zauważa, na takich koniach się jeździ, skacze, a jak nie są w stanie czegoś zrobić z powodu braku balansu to zaraz się myśli, że po prostu im się nie chce/są nieposłuszne... Jakież to niesprawiedliwe, prawda? Bądźmy świadomymi koniarzami. Tak wiele możemy zrobić dla naszych koni!
Wracając do kwestii instruktorów. Dlaczego ciągle wydają nam techniczne polecenia, której nie dość, że są niedokładne, to w ogóle błędne? Mam wrażenie, że oni po prostu zbytnio nie zgłębiają danego tematu, nie interesuje ich, dlaczego głowa ma być w dole, a palce na zewnątrz. Nauczyli się tego i owego, wystarcza to, żeby poprowadzić lekcję, czy samemu pojeździć, więc więcej już się nie uczą. Nie obchodzi ich, jaka jest prawda, bo może ona być bolesna i zupełnie niezgodna z ich światopoglądem. Ale prawda jest prawdą i ma to do siebie, że niczyje poglądy nie są w stanie jej zmienić. Mało jest ludzi, którzy mają naprawdę dogłębne zrozumienie, czują to co robią i wiedzą, jak każdy szczegół wpływa na całą resztę. Ale oni są. Trzeba tylko dobrze poszukać, a szukać naprawdę warto, bo tylko taki instruktor będzie w stanie nauczyć cię tego, czego potrzebujesz i przede wszystkim tego, co jest prawdą. Dobry instruktor wyjaśnia nie tylko co robimy, ale też jak, po co i dlaczego. Musimy wiedzieć, po co wykonujemy dane ćwiczenie, musimy mieć w tym jasny cel.
Powodzenia kochani w szukaniu tego człowieka, który pomoże rozwijać wasze świadome jeździectwo! :D
Tak tak tak. Zgadzam się że wszystkim!
OdpowiedzUsuńDobry instruktor to właściwie nasz klucz do sukcesu i zrozumienia z koniem. Bo chyba nie ma zbyt wielu ludzi, którzy od urodzenia naturalnie rozumieją mowę koni i ich potrzeby. Ktoś musi nas na to naprowadzić.
Bardzo dobrze przemyślany post, brawo!
Dobrze, że ja trafiłam na świetną instruktorkę :)
Pozdrawiam!
Dzięki kochana! O tak masz szczęście, twoja instruktorka jest super 😁 Pozdrawiam cieplutko!
OdpowiedzUsuń